Wrócę na chwilę do tej ubiegłorocznej wystawy, bo widzę, że mi zginęła przy blogowych manipulacjach, a potrzebuję tego wątku do następnego wpisu.

Ciężko pisze się relację z wydarzenia, w którym brało się udział ponad półtora roku temu i naprawdę nie wiem, jakim cudem ta pisana na gorąco zniknęła z Rutyny, ale postaram się przywołać wrażenia, które nam wtedy towarzyszyły.

Nie będę czarować: nie jest dobrze. Chociaż akurat w tym przypadku czary by się bardzo przydały… Trzy machnięcia różdżką i po problemie. Bo problem jest i to z tych nierozwiązywalnych.

To jest pierwszy wrzesień, w którym nie zaczynamy roku szkolnego. Pierwszy od szesnastu lat. Bo jeszcze rok temu była ta szkoła fotograficzna Jaśka i Pitera… A dzisiaj nie mamy niczego.