Pulpety.

Taka historia z życia wzięta. Akurat z dzisiaj.

Na obiad były pulpety w sosie koperkowym. Nie jadamy takich rzeczy, bo wolimy konkretne smaki, ale Kuba nadal choruje, więc postanowiliśmy pogotować trochę dietetycznie. W sumie ja też choruję, ale po wprowadzeniu suplementacji enzymami trawiennymi i kompleksem witamin, ostatnio trochę mi lepiej (przynajmniej jeśli nikt nie mnie wkurzy do białej gorączki) i nawet wypiłam dwa dni temu kieliszek wina.

Zatem te pulpety. Powiem, że wyszły bardzo przyzwoite. Przynajmniej na tyle, na ile przyzwoite mogą być pulpety w sosie koperkowym, nie będące spécialité de la maison. Kuba zszedł na obiad i się zaczęło.

Oszczędzę wam szczegółowej relacji. Powiem tylko, że wina to ja raczej pić dzisiaj nie będę (a i jutro mało prawdopodobne). Synek urządził taką awanturę, że on nie będzie jeść pulpetów, urozmaiconą symulacją wymiotowania, że wyleciał z hukiem na górę, bo się zbuntowałam i odmówiłam lecenia na każde skinienie i ubiegania zasygnalizowanej grymasem dezaprobaty furii spełnianiem zachcianek.

Tak, to było bardzo ryzykowne posunięcie i świadczyło jedynie o moim totalnym wyczerpaniu emocjonalnym.


Kwadrans później, kiedy kończyliśmy pić herbatę, przyszedł z informacją, że umiera z głodu i zje placki (które zostały z piątku). Z częściową pomocą odgrzał je sobie, zapytał, co piliśmy do obiadu i pokierowany przygotował dla siebie odpowiedni napój, i zjadł obiad.

I teraz tak: można zabić. Naprawdę. I BB najchętniej to właśnie by zrobił. Ale z drugiej strony: dwa lata temu nie wymyśliłby alternatywy. Po prostu gigantyczna awantura trwałaby ze dwa dni, albo i dłużej. Zaliczylibyśmy walenie głową w podłogę i wycie, a ja najprawdopodobniej leciałabym w nocy na kardiopogotowie. Więc jeśli patrzeć z tej strony, to mamy pewien postęp.


I tak właśnie wygląda życie z autystą W PRAKTYCE.


PS.

Z tego wszystkiego zapomniałam napisać o najważniejszym: u nas każda taka akcja ma podwójny wymiar. Bo z jednej strony mamy Kubę w furii, a z drugiej: w furii BlueBoya, do którego nie jest w stanie dotrzeć informacja, że tak funkcjonują autyści. Że się zawieszają. Że nie potrafią spokojnie przekazać informacji, tylko od razu jest koniec świata, z jakiego byłby dumny ten nauczyciel z Cudownych Lat. I że jakby jemu ktoś kazał zjeść dajmy na to grzyby, to też do pewnego momentu może by spokojnie (tzn jak na niego spokojnie) się opierał, ale jeśli nadal kazano by mu te grzyby zjadać, to mało prawdopodobne, żeby zachował spokój. Więc z Jakubem jest podobnie, tylko pomijamy etap negocjacji i od razu przechodzimy do walenia w mordę.

No tak jakoś.

© 2023, Jo. All rights reserved.

7 Comments

Add Yours
  1. 1
    Jo

    Mr. Cantwell. Ten uroczy nauczyciel, opowiadający wiecznie o kataklizmach i tragediach. Muszę to sobie gdzieś zapisać.

  2. 4
    Quackie

    No kurczę, i co tu napisać? Dalszych postępów i oby wszystkim zainteresowanym wystarczyło sił i cierpliwości, życzę.

  3. 6
    Marta uk

    Myślę ze zaskoczylas go swoja reakcja.Był zaskoczony ze nie uleglas i nie zrobilas innego dania specjalnie dla niego.Może to nowe spowodowało inne myślenie i inne zachowanie niż zwykle.Oby dobre.Szkoda ze BB ma trudność w zrozumieniu jak chyba wszyscy postępowania autystyka.A czemu klopsiki akurat nie podeszły.?Co Kuba lubi jeść ?co by nie uszkodziło.Bo z dieta to pewnie dla niego duży kłopot.

    • 7
      Jo

      Z nim nigdy nie wiadomo. Nigdy.
      Ale czasami zdarza się, że ma silną motywację i wtedy potrafi wyjść poza autystyczną skorupę. Tak trochę.

Leave a Reply