Jest taka scena we Władcy Pierścieni Jacksona, w której Pippin podpala stos w Minas Tirith i ten ogień […]

Pamiętacie naszą akcję? 1,5% z podatku dla Kuby i Janka Przyszły informacje z fundacji, przy której mamy założone […]

Sporo osób unika diagnozowania, uważając je za etykietowanie. Ba! Są tacy, którzy uważają, że postawienie diagnozy kreuje chorobę, […]

Znowu porobiły nam się blogowe zaległości… Słowo daję: nic na to nie poradzę. Ale postaram się uzupełnić.

Tak, przyznaję: poległam. Nie mam z tym problemu, żeby przyznać się do totalnej porażki. Nie zadziałało. Nic a nic.

Postanowiłam zebrać w jednym poście parę tematów, zajmujących ostatnio sporo miejsca w naszych terminarzach i listach TO DO PITER DO CIĘŻKIEJ CHOLERY!

Nie, żeby była to pasjonująca przygoda (chyba, że mówimy o pasji szewskiej), ale może komuś się przyda garść informacji? Ewentualnie dostarczę rozrywki/wzbudzę litość/dam okazję do przemyśleń i okazania empatii. Innych wariantów nie polecam, bo jednak wiecie: ja jestem wiedźma, nawet bez zapasu laleczek voo-doo.

Mamy dziś taką miłą rocznicę: dziesięć lat temu przeprowadziliśmy się do Marcepanowego Szeregowca. Cała historia z nim związana jest wręcz nieprawdopodobna i opowiadałam ją chyba setki razy, ale sami przyznajcie: kiedy, jak nie dzisiaj, jest najstosowniejsza okazja, żeby ją przypomnieć?

Dwa lata temu siedzieliśmy przy śniadaniu w Gran Caffè ROMA w Giaveno. Świat próbował otrząsnąć się po informacji o wczorajszej śmierci Elżbiety II, a ja zastanawiałam się, dlaczego odejście królowej tak bardzo poruszyło ludzi nie będących jej poddanymi.

Kończą się wakacje. Nadchodzi czas wyprawek do szkoły, szukania kapci na zmianę i planowania obiadów, które można zapakować do termosu. Niełatwo wyjść ze schematu, w którym żyło się dwadzieścia lat. A właściwie dłużej, jeśli uwzględnić własną edukację… z krótką przerwą na chwilę niezależnej dorosłości. Całe życie.

Skróciliśmy nasze wakacje, bo nastroje Jakuba wszystkim dawały w kość. Jemu też. A w domu jednak łatwiej je […]

Zrobimy sobie teraz małą przerwę w blogowaniu. Nie daję gwarancji, że z tą przerwą nie będzie jak z wakacjami Bilbo Bagginsa, z których szczerze mówiąc: nie zamierzał wrócić, ale nigdy nie wiadomo. Przestało mnie bawić blogowanie, co chyba dało się zauważyć. Z paru powodów. Wszystkie rozumiem i pewnie po prostu chodzi o to, że w życiu pewne formuły się wyczerpują i trzeba sobie zadać pytanie: reanimować czy pozwolić odejść?

Zapomniałam o torcie. Przypilnowałam prezentów. Zapakowałam je. Wzdychałam nostalgicznie, kiedy FB podstawiał mi torty z poprzednich lat, również […]