Ostatni weekend wakacji (swoją drogą to ciekawe: cztery lata po zakończeniu edukacji szkolnej chłopaków nadal używam określenia „koniec wakacji”… ) spędziliśmy pracowicie. W sobotę odwiedziliśmy rodzinnie lubelski skansen Muzeum Wsi Lubelskiej. Upał nas dopadł, Kuba dał radę mimo całego tygodnia na zwolnieniu, tylko ja zastanawiałam się, co tam robię. Ale podobno jak Bóg chce kogoś ukarać (mnie??? za co???) to mu najpierw rozum odbiera.

Wrócę na chwilę do tej ubiegłorocznej wystawy, bo widzę, że mi zginęła przy blogowych manipulacjach, a potrzebuję tego wątku do następnego wpisu.

Ciężko pisze się relację z wydarzenia, w którym brało się udział ponad półtora roku temu i naprawdę nie wiem, jakim cudem ta pisana na gorąco zniknęła z Rutyny, ale postaram się przywołać wrażenia, które nam wtedy towarzyszyły.