Majówka 2024

Szczerze nie cierpię majówek. To znaczy tak dokładniej: cierpię w majówki. I to z paru powodów.

Po pierwsze przerażają mnie dzikie tłumy. Wszędzie. Bo nawet jak pół Warszawy wyjedzie, to i tak w atrakcyjnych miejscach trzeba się przebijać przez ludzi. A tego nie lubię, chociaż daleko mi do wpadającego w histerię Jakuba. Oczywiście ruszamy tyłki z domu i mimo wszystko gdzieś tam wychodzimy, ale niechętnie.

Po drugie, a! nie – to jest jeszcze po pierwsze: te tłumy są jeszcze bardziej przygnębiające na wyjeździe, więc nie wyjeżdżamy. Perspektywa spędzenia kilku godzin w korku, z Jakubem, na dowolnej autostradzie skutecznie studzi nam potencjalne chęci wyrwania się z domu na ten majowy preurlopik. Byliśmy ze dwa razy i nigdy nie zapomnę wrażeń. Pewnie dlatego urządzamy sobie letnisko na Ziemi Przodków. Żey mieć gdzie pojechać bez tłumów. Chociaż tu dochodzimy do tematu pobocznego, jakim jest moja fiksacja na własnym wyposażeniu i prywatnego terenu, na który nikt mi nie wejdzie.

To teraz będzie po drugie: mając w perspektywie wakacje (niech będzie, że szkolne, bo przez lata przecież właśnie one dyktowały nam kalendarz) i ograniczony (zawsze) budżet, mało rozsądne wydawało się wyjeżdżanie za kupę pieniędzy na majówkę. I tu się trochę zmieniło, ale o tym za moment. A jeśli chodzi o majówkowe ceny, to nie będę się denerwować – możecie sobie sami sprawdzić, jak odleciały w kosmos.

Przysięgam, że miałam po trzecie i po czwarte, ale chyba sobie odpuszczę. Jestem zbyt zmęczona. I chyba w sumie przydałaby i się jakaś majówka, ale co ja poradzę, że ich nie cierpię? Gorszy jest chyba tylko piknik. I biwak pod namiotem.

© 2024, Jo. All rights reserved.

2 Comments

Add Yours
  1. 1
    Piter

    Co do tłumów na wjeździe, wyjeździe i na miejscu – zgadzam się w 100%. Pamiętam majówkę w Sopocie, gdzie nie dało się spacerować deptakiem. Horror. No i czekanie w kolejce do restauracji żeby zjeść obiad z Jakubem, który dostaje szału – po prostu bajka.

Leave a Reply