Przenieśliśmy się z Rutyną pod nowy adres: https://rutynachaosu.jpblog.pl Jeśli chcecie pozostać z nami w kontakcie – zapraszamy właśnie […]

W piątym roku prostowania zębów BlueBoy musiał przejść w tryb częściowej samodzielności i pojechać na drugi koniec miasta na kontrolę i potencjalną wymianę nakładek. Zanim pojawi wam się myśl, że „rany, co ta kobieta znowu wymyśla… przecież facet ma dwadzieścia pięć lat…”, pozwólcie że przypomnę: mówimy o dwudziestopięcioletnim autyście o koncentracji czterolatka, chyba że chodzi o lego, to wtedy wiadomo.

Zatem ten młody człowiek miał dojechać do ortodonty, a potem wrócić na Ursynów, zjeść obiad na mieście, pojechać do kumpli od klocków, a na koniec trafić na swój trening łuczniczy.

Czytacie dalej?

Mój mąż uczcił ostatni dzień lata ogrodową demolką.

Ale spokojnie.

Nie będziemy sadzić bambusa. Ani roślin pod ochroną. No wiecie, jak w tych memach: „Jeśli zakopiesz zwłoki w ogródku, posadź na nich endemiczne rośliny pod ścisłą ochroną.”. Absolutnie nie.

To był szał na zamówienie.

Niby do jesieni jeszcze tydzień, ale powiedzmy sobie szczerze: od pierwszego września wszyscy jesteśmy w takim powakacyjnowczesnojesiennym trybie. […]

Ostatni weekend wakacji (swoją drogą to ciekawe: cztery lata po zakończeniu edukacji szkolnej chłopaków nadal używam określenia „koniec wakacji”… ) spędziliśmy pracowicie. W sobotę odwiedziliśmy rodzinnie lubelski skansen Muzeum Wsi Lubelskiej. Upał nas dopadł, Kuba dał radę mimo całego tygodnia na zwolnieniu, tylko ja zastanawiałam się, co tam robię. Ale podobno jak Bóg chce kogoś ukarać (mnie??? za co???) to mu najpierw rozum odbiera.

Moi synowie od zawsze byli, nie wiadomo skąd, takimi knajpianymi dziećmi i najwyraźniej na starość im nie przeszło. W Warszawie nie jadamy poza domem, najwyżej jakieś lody czy kawa (pomińmy litościwie PH, błagam…), więc jak już gdzieś wyjedziemy, to pilnują tego żarcia na mieście, jakby od tego zależało ich życie. Więc kiedy pojechaliśmy urodzinowo do Łodzi na gry i komiksy, drugim w kolejności pytaniem było oczywiście: „Gdzie jemy?”.

Myślałam, że BB napisze o ostatnim akcencie obchodów jego 25 urodzin, ale BB jest ostatnio bardzo zajęty i za chwilę w ogóle zapomnimy, co tam się działo, więc służba – nie drużba, matka do roboty.

Pomysł podrzuciła Key. „Ej, słuchaj, tu jest muzeum komiksu! Zaraz ci foty przyślę!”. I nawet przysłała. Ze swoimi podopiecznymi grającymi na przedpotopowych konsolach (nie pokażę, bo nie wyrażają zgody na publikację wizerunku) oraz z Jasnowłosą. Do Jasnowłosej jeszcze wrócimy, tymczasem zostańmy przy perspektywie muzeum komiksów i pytaniu, co tam właściwie robiły te zabytkowe komputery? Trzeba było sprawdzić.

– Czy to było trudne, mamo? – zapytał BlueBoy znad kartki, na której usiłował napisać oświadczenie dla orzecznika.
– Co konkretnie?
– No zebranie tych wszystkich dokumentów, wypełnienie druczków, pisanie, adresy…

I ja sobie pomyślałam, że to jest w sumie dobry temat na Rutynowy wpis.

Przełom sierpnia i września to taki trochę kłopotliwy emocjonalnie czas. Bo zaczynają się tematy szkolne, a ty stoisz w rozkroku, ponieważ niby teoretycznie twoje dzieci nie są już dziećmi, szkoły pokończyły, ale dorosłego życia nie zaczęły i nie zaczną i tak nie bardzo wiesz, gdzie jesteś, bo nic tu się nie zgadza z ogólnie przyjętymi paradygmatami.