O asertywności

Mamy dzisiaj taki temat: nie wszyscy musimy lubić te same rzeczy. I nie, nie będzie o polityce. Tylko dajmy na to o filmach. Albo aktorach. Ewentualnie daniach. Ale dania są problematyczne, bo ja je gotuję i wolałabym nie musieć przygotowywać czterech wersji obiadu. Natomiast co do aktorów czy filmów często mamy odmienne upodobania i na tym tle dochodzi do konfliktów.

Udało mi się nauczyć domowników tolerancji dla cudzych gustów i raczej nikt nie krytykuje fascynacji Superbohaterami, rom-komami czy filmami wojennymi (o Jakuba Pokemonach nie wspominając). I powiem wam, że to naprawdę nie jest trudne, nawet jak się ma autystyczne dzieci. Wystarczy chcieć. No i nie zmuszać nikogo do wspólnego oglądania czegoś, co jest wyłącznie naszym własnym, osobistym wyborem. Ale nawet przy tak otwartej postawie możemy się potknąć o zupełnie inny problem…

Poczucia odrzucenia.

I nad tym właśnie od jakiegoś czasu pracuję. Nie jest łatwo wytłumaczyć, że moje „nie lubię” dotyczy Toma Cruise’a albo filmów o drugiej wojnie światowej, a nie CIEBIE. I naprawdę nie widzę powodu, żeby zmuszać się do oglądania filmu, który mnie nie interesuje albo słuchać o postaciach, których kompletnie nie kojarzę, tylko po to, żeby komuś nie sprawić przykrości.

Czy ja kogokolwiek zmuszałam do oglądania Downton Abb… No OK… Ale nie zmuszałam, tylko sugerowałam, że to fajny serial i może warto rzucić okiem, jasne? Poza tym sami chcieli obejrzeć potem wszystko, łącznie z filmami! Albo czy nakłaniałam kogokolwiek do przeczytania Kryminalnej Historii Watykanu? No OK, może i nakłaniałam… Ale warto było? A ile potem wątków pobocznych i dyskusji śniadaniowych! Bo my na ogół dyskutujemy przy śniadaniu na różne ciekawe tematy i nie zawsze jest to relacja z ostatnich poczynań ex-royalsów.

Zatem dojeżdżając do jakiejś puenty: nie jest łatwo nauczyć dziecko, a co dopiero dorosłego, że niepodzielanie jego zainteresowań nie oznacza braku uczuć do niego samego. Ja mojego młodszego syna ogromnie kocham, ale nie fascynują mnie te dziwne postacie wypełniające jego świat. Starszy doprowadza mnie (a właściwie nas) do obłędu zastrzeżeniami co do sukienki Amy Rose, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby mu tę właściwą maskotkę znaleźć. Pitera litościwie pominę, bo tego wpisu nie skończyłabym chyba nigdy, a chciałabym zająć się kilkoma zaległymi sprawami, zanim znowu mnie toczeń posadzi w fotelu na kilka dni.

Powiem wam tylko tyle: sama uczyłam się tego bardzo długo. I uważam, że rodzice popełniają ogromny błąd tresując dziecko do podporządkowywania się w każdym obszarze, nie dając mu prawa do odrębności i emocjonalnie szantażując w kwestii podzielania upodobań. Tak jest łatwiej sprawować rodzicielską władzę. Ale czy nie powinno nam raczej chodzić o wychowanie szczęśliwego człowieka.

© 2025, Jo. All rights reserved.