Letnia wyliczanka

Zastanawialiśmy się wczoraj, z czym nam się kojarzy polskie lato. Wiadomo było, że wspomnienia BlueBoya będą się różnić od naszych, ale ciekawa byłam, jak bardzo.

I faktycznie, Jaśkowi polskie lato kojarzyło się z wolnym czasem (chyba sięgał pamięcią wstecz, bo od ukończenia szkół cały rok wygląda u niego dość podobnie), jeżdżeniem na wieś do Wygnanowa, wycieczkami i wychodzeniem na rower. Nam z kolei, bardziej ze zmienną pogodą, komarami, koszmarem wakacji pod namiotem w czasie deszczu i wpychającymi się do sandałków igłami sosnowymi, kiedy się szło przez wydmy na bałtycką plażę.

Pitera osobiste skojarzenia były związane ze wsią, gdzie spędzał w dzieciństwie wakacje i wiejskim życiem. Moje – z Dziadka działką i zapachem suszonego kopru. Zresztą zapachy okazały się być bardzo ważne. Siano (nikt wtedy nie słyszał o kleszczach! jak to możliwe?!), zapach podlanej wieczorem ziemi, lasu, morza… Ale i truskawek, pierogów z jagodami czy młodych ziemniaków z koperkiem i zsiadłym mlekiem.

Bo jedzenie, te sezonowe dania, zajęło chyba najwyższą pozycję na naszych listach. Nieśmiertelne gofry z jagodami i bitą śmietaną, sałatki pomidorowe, a później – już w naszym dorosłym życiu, kapitalne grillowane przez Pitera mięso, czy warzywne gulasze.

Dźwięki. Głównie świerszczy i pasikoników. Nigdy nie potrafię ich rozróżnić po dźwiękach. Ale i rechot żab. No słowo daję, nie wiem, skąd mi się te żaby wzięły! Ale co do dźwięków, to najszczęśliwsza zawsze byłam poza miastem. Na działce Dziadka, albo w wiejskim siedlisku mojej macochy. I chyba nicnierobienie na łonie natury jest tym, czego najbardziej potrzebuję.

Słońce. Deszcz. Komary. Świerszcze. Szum morza. Wianki z chabrów i maków. Pierogi z jagodami. Truskawki. Ziemniaki z zsiadłym mlekiem. Leniwa cisza południa. Wiśnie. Domowa przetwórnia owocowo-warzywna. Koperek.


Wstałam dziś rano. Spojrzałam przez okno. Wiedziałam, że coś pominęliśmy!

Pranie nieschnące w łazience!

Jakie szczęście, że wynaleźli mechaniczne suszarki…

© 2025, Jo. All rights reserved.