Drewno.

Przywieźli drewno. Tu nasza relacja dzieli się na dwa wątki.


Pierwszy dotyczy kominka. A dokładniej drewna kominkowego. Bo przywieźli późno, ponieważ Piter skandalicznie zaniedbał temat przed wyjazdem na wakacje. Ten termin jest istotny, bo na ogół dostawcy drewna kominkowego przyjeżdżają na nasze osiedle we wrześniu, czyli dokładnie wtedy, kiedy byliśmy na wyjeździe, więc powinno było się o drewno zadbać przed nim.

Drewno kominkowe jest bardzo ważne. Owszem, mamy pompę ciepła i nie do końca wierzę w długotrwałe wyłączanie prądu zimą, bo by ludzie masowo wyszli na ulice, a tego każda władza się boi, ale pompa – choć genialna – nie jest stuprocentowym rozwiązaniem. Choćby ze względu na bezwładność, przez którą nie zawsze odpowiednio reaguje na zmiany temperatury na zewnątrz. Zdarza się, że kiedy wahania są niewielkie, ogrzewanie w domu działa słabo i trzeba dogrzewać. Właśnie kominkiem.

Poza tym mieszkamy na terenie dawnego tarasu zalewowego Wisły, dokoła łąki i nieużytki, i jesienią oraz zimą zdarzają się i mgły, i wilgoć w powietrzu. Stąd ten kominek jako uzupełniające źródło ogrzewania.

Chyba ze dwa tygodnie Piter odprawiał tańce godowe z naszym wieloletnim dostawcą drewna, aż wreszcie się pojawił, zrzucił z paki na podjazd (dotychczas wyładowywał z dostawczaka…) i zamienił parę złowróżbnie brzmiących uwag odnośnie przyszłości. Jeśli tegoroczna cena drewna nas nie zabiła, to chyba przeżyjemy i recesję.


Tu wracamy do wątku drugiego. Wątek ten wkracza na scenę wraz z esemesem ściganego od naszego powrotu z wakacji pana Roberta i informacji, że przyjechało drewno i można przystąpić do stawiania więźby. Bardzo mnie to ucieszyło (prawie tak, jak ułożone w stos koło kotłowni kawałki drewna do kominka), bo budowanie domu na odległość jest jednak wyczerpujące emocjonalnie. Nawet jeśli jest to dom wielkości kurnika. A niemożność dodzwonienia się do wykonawcy przez dwa czy trzy tygodnie wcale tego wyczerpania nie zmniejsza.


Dzisiejszy wpis kończę optymistycznie.

Jest szansa na zrobienie dachu przed zimą. I możliwe, że nie poprzeziębiamy się zimą z powodu wychłodzonego domu.

Zawsze coś.

© 2022, Rutyna Chaosu. All rights reserved.

0 Comments

Add Yours

Leave a Reply