Walizki

Nienawidzę pakowania się na wakacje. Jakby ktoś może przegapił. No po prostu nie-na-wi-dzę. Przy czym spakowanie ubrań, to jest w ogóle śmiech na sali i pikuś. Cała zabawa zaczyna się przy tych wszystkich pierdółkach, o których się nie pamięta, a które w pewnym momencie stają się przysłowiowym gwoździem do urlopowej trumny.

Ale zacznijmy od garderoby. Bo to niby proste. Zwłaszcza, jeśli w wakacyjnej miejscówce ma się pralkę.

No chyba, że wieloletnie doświadczenie złośliwie przypomina o tych rozkosznych toskańskich czerwcach, podczas których nic nie schło, a z bambusowego daszku nad tarasem kapał deszcz, przypominając raczej Wietnam w porze deszczowej, niż słońce Maremmy… A chłopaki chodzili w jedynych bluzach i długich spodniach, jakie z dużym wahaniem wepchnęłam w ostatniej chwili do walizek.

Albo o tych upiornie zimnych nocach w Piemoncie, w sierpniu. Kiedy to spaliśmy w skarpetkach i bluzach, bo same piżamy nie wystarczały.

No to wtedy raczej nikt nie protestuje przed listą zawierającą odpowiedni zapas garderoby na każdą pogodę.

Tyle, że ktoś tę listę musi najpierw ułożyć.


Kiedy kilka lat temu, padając ze zmęczenia, poinformowałam Pitera, że tym razem pakuje się sam, to się obraził śmiertelnie, ze zdumieniem pytając: „DLACZEGO?”. Oczywiście, że wypominam mu to trzeci rok. Co za pytanie?

No więc w tym roku przygotowałam z BlueBoyem, w ramach TUSu, listę rzeczy które powinniśmy zabrać na wakacje. Prosząc, żeby sprawdził stan swojej szafy. Bo jeśli dzień przed wyjazdem okaże się, że nie ma piżamy, skarpetek, czy odpowiednich butów, to.ja.palcem.nie.kiwnę. Mieli czas do końca maja. Żeby wszystko sprawdzić, zgłosić braki i zaplanować zakupy.

I co?

I nic.

Myślicie, że ktokolwiek w tym domu potraktował moją prośbę oraz ostrzeżenia poważnie?

Pośmiejmy się razem.


I tak jakoś wczoraj obudził się Piter. Bo BB nadal buja w obłokach. Przy czym nie obudził się sam, tylko został wyrwany z letargu, możliwe że brutalnie, moim stwierdzeniem, że nie będziemy brać oddzielnych kosmetyczek. No i się zdziwili, że teraz to muszą radzić sobie sami…

Ciekawa jestem, jaki będzie ciąg dalszy tej historii…

© 2025, Jo. All rights reserved.