Urodzinowa wycieczka

Jakuba urodziny zawsze są wyzwaniem… W tym roku nam się poszczęściło, bo jakimś cudem trafiłam na maskotkę księżniczki (Joanna, skup się i nie pomyl!) Peach we właściwym rozmiarze i kolorach, a chwilę wcześniej wyszedł Sonic 3 na DVD. Do urodzinowego pakietu dołożyliśmy wycieczkę do Łodzi, z którą było tak:

Od tygodni Kuba męczył nas we właściwy sobie sposób pytając: „Tylko Warszawa, województwo mazowieckie, do wyjazdu do Włoch”, przy czym właściwie było to stwierdzenie nie pytanie, ale pełniące rolę pytania, jeśli się zna Jakuba wystarczająco długo, żeby poznać część instrukcji obsługi. Tę ujawnioną. Najczęściej przypadkiem.

No więc wiedziałam, że to jest pytanie połączone z pretensją i zażaleniem. Że od zbyt dawna nigdzie nie jeździmy. Na dodatek wiedziałam, że samo z siebie nie wygaśnie i będziemy tego słuchać przez kolejne tygodnie, a może nawet i miesiące. Dlatego szczwanie zaproponowałam, żeby pojechać do Łodzi w Kuby urodziny. Bo my dość często w jego urodziny jeździliśmy do Łodzi, tak od osiemnastki.

Cholera… wychodzi mi na dekadę…

Teraz też pojechaliśmy, ku zadowoleniu solenizanta i w nadziei na chwilę spokoju.

Muminki

Zaczęliśmy od Muminkowej wystawy w Muzeum Kinematografii – miejscu, strzeżonym przez Filemona i Bonifacego, zatem lubianym przez Paniczów.

Wystawa bardzo nam się podobała, polecamy, szczególnie jeśli się jest fanem. Ja jestem. I obawiam się, że jechałam z cytatami, nie mogąc się powstrzymać. Zwłaszcza przy Emmie (której mąż nie żyje dzięki spadającej żelaznej kurtynie) oraz Małej Mi, czyniącej wyrzuty wiewiórce, która ją obudziła i zjadła śpiwór. Bardzo przepraszam pozostałych zwiedzających.

Muszę przerzucić sobie Lato Muminków na mp3 i zabrać na wakacje.

Jak sami widzicie: było różnie. Chwilami Kuba bawił się świetnie, a moment później widać było, że najchętniej by stamtąd wyszedł. Niezwłocznie. W sumie przywykliśmy. W praktyce non stop obserwujemy, żeby wyłapać moment natychmiastowej ewakuacji. No i podczas całego zwiedzania matka robi z siebie małpę, byle go rozruszać, wciągnąć, zainteresować.

I tu ponawiam prośbę: jeśli będziecie kiedyś świadkami podobnej sytuacji – przypomnijcie sobie moje słowa. To nie ta pani jest pierdolnięta. Tylko życie. Ona robi wszystko, żeby i wasze zwiedzanie czegoś tam nie okazało się zbyt trudne.


Wystawa jest bardzo ciekawa. Oprócz informacji nt życia Tove Janson i jej twórczości (a była to osoba wielokierunkowo utalentowana), obejrzycie dekoracje i postaci z serii o Muminkach. Niektórych można dotknąć! A w muzealnym sklepiku czekają na chętnych fajne gadżety. Chłopakom się podobało. Nam też.


Pałac pełen bajek

Zajrzeliśmy przy okazji do sąsiedniej sali, w której mieszkają postacie z innych bajek: Pik Pok, Reksio, Filemon i Bonifacy oraz Miś Uszatek. To znaczy tych mieszkańców jest więcej, ale akurat na te mamy fiksację.


Pizza i czekolada

Może to nie jest najbardziej odpowiednie menu dla Jakuba, ale… Urodziny to urodziny. Jeśli on uznał, że woli wystawić swój żołądek na ciężką próbę, ale chce zjeść pizzę i pójść do Wedla (taka nasza rodzinna tradycja), to cóż – jedyne, co możemy zrobić, to mu to umożliwić.


Jak widać w tej części „imprezy” dołączyła do nas Babcia, więc Kuba już w ogóle był usatysfakcjonowany, bo mu się plan zgadzał 😉

No i wyszło, że tradycyjnie w urodziny miał tę swoją Łódź i niemal wszystkie miejsca, w których na ogół bywa tam od urodzenia. Nie udało mi się tylko zrobić zdjęcia Kuby z kotem Babci, więc musicie mi uwierzyć na słowo: owszem, kotka, która nie pozwala się nikomu głaskać, miała sesję głaskową z Jakubem, ale to już chyba nikogo nie dziwi.


Tort urodzinowy

Te wszystkie zwiedzania, spacery, restauracje. wizyty i zakupy może brzmią niewinnie, ale okazały się niezwykle wyczerpujące. Pewnie po chorobie nie doszliśmy jeszcze do pełnej formy.

Piotrkowska wygląda o tej porze roku pięknie. Wprawdzie kawiarniane i restauracyjne ogródki zajmują sporą część chodnika, ale nam się to podoba i kojarzy z wakacjami. Róże u Madre kwitną obłędnie, jak przez ostatnie czterdzieści lat. Pogoda nam się wyjątkowo udała. Janek zakopał topór wojenny z bratem na ten jeden dzień. I nawet Key oddzwoniła zanim wyszłam z salonu Ziai (następnym razem będę wiedziała, że jeśli chcę, aby natychmiast oddzwoniła, muszę się jej nagrać z pytaniem: Ej! CO ci przywieźć???).

W domu czekał na nas tradycyjny tort urodzinowy. Idealne zakończenie udanego dnia.

Ale tort widzieliście już wczoraj 😀

© 2025, Jo. All rights reserved.