Tymczasem na Ziemi Przodków…

Dawno nie było, prawda?

No bo co miałam pisać? Że sprawdzam w Internecie wszystkie opcje i zastanawiam się, co mi się bardziej opłaci: rozwód czy zabicie męża? Pomińmy milczeniem. Nasza ostatnia, marcowa, wycieczka na włości też skończyła się gigantycznymi perturbacjami, więc co ja tu będę opowiadać.

Ale jak wiadomo życie toczy się swoim rytmem. Przynajmniej moje. I na ogół mam niewielki wpływ na to, co się dzieje. Tak, to zdecydowanie o mnie. No i tak mniej więcej między poziomem „Nie odzywaj się do mnie nigdy więcej!” a „Wystawiłam ci walizki za furtkę.” mój mąż dodzwonił się wreszcie do hydraulika. Tego, co rok temu miał nam robić na wsi wod-kan. Spotkaliśmy się z nim „na obiekcie” dwa tygodnie temu. To znaczy Piter się z nim spotkał, bo tak szybko omówili temat, że nie zdążyłam wrócić ze spaceru na kraniec porośniętego chwastami pola. Piter coś kręcił, że te moje malunki kredą na ścianach, gdzie co ma być, były wystarczające i nie trzeba było ich dodatkowo omawiać. No nie wiem… Jak zobaczę gotowe, to ocenię…

No i właśnie przechodzimy do tego zobaczę. Bo pan hydraulik miał po niedzieli ruszyć z pracą. Tylko nie powiedział, po której. W rezultacie przez kolejny tydzień nic się nie działo i nie dam głowy, czy Piter jednak nie poszedł szukać tej walizki na poddaszu… Ale wczoraj zadzwonił nas sąsiad z naprzeciwka. Że jakby te majstry prąd chciały, to mogą do niego podejść…

Więc chyba przyjechali i wzięli się za te rury.

Z sąsiadem, który dzierżawi resztę pola na Ziemi Przodków, mamy naprawdę nieźle. Bo jest lepszy od monitoringu i na dodatek umożliwia korzystanie z dobrodziejstw cywilizacji, niezbędnych podczas budowy, jak wodociąg i prąd. Niby obok jest rodzina, która w zapisie notarialnym mojego Teścia zgodziła się udostępniać nam wszystko, co potrzebne, ale jak wiadomo, czasem łatwiej dogadać się z obcymi, niż wyegzekwować od rodziny to, co ci się prawnie należy. Takie życie.

Zatem plan na ten rok jest taki, żeby zrobić wod-kan i prąd. Ja bym była przeszczęśliwa, gdyby dało się jeszcze machnąć ściany, sufity i podłogi. Ale na to może nam nie wystarczyć funduszy. Bo my to wszystko robimy z bieżących pieniędzy. To znaczy z pieniędzy, które przybieżą, jeśli uda nam się zorganizować prace zanim odbieżą. I pewnie udałoby się zrobić więcej, gdybyśmy nie wyjeżdżali nigdzie na wakacje, ale bez wyjazdu na wakacje to my się tu pozabijamy. Moglibyśmy zaoszczędzić trochę pieniędzy jadąc na wieś, nie nad morze, ale na razie na wsi nie da się spędzić czasu, więc nie możemy jadąc tam zaoszczędzić pieniędzy na wykańczanie domu, bo dom nie jest wykończony.

Zgubiliście się?

Bo ja się gubię nieustannie…

© 2025, Jo. All rights reserved.

Leave a Reply