Szpital domowy

Po tytule to już chyba wszystko wiecie?

Jak się jest rodzicem do zadań specjalnych, to nawet nie można sobie spokojnie pochorować. Wprawdzie good news jest taki, że Piter powoli dochodzi do siebie i nawet wrócił do pracy, zdalnej rzecz jasna, ale bad news nadal nosi tytuł newralgia, na którą nic nie pomaga, a na dodatek w nocy rozłożyli nam się Panicze. No i rodzic może sobie pochorować, ale wyłącznie do tego momentu. Potem wstaje, jedzie po warzywa na zupę (Piter) oraz sczołguje się po schodach i gotuje tę zupę (to ja), nie mając żadnej pewności, czy chłopaki w ogóle dadzą radę ją zjeść.

Śpią. Obaj. To jest tak nienaturalne, że co chwilę zaglądam do nich, żeby sprawdzić, czy żyją. Najchętniej sama też bym poszła spać, ale nie mogę zostawić Pitera samego na dwóch posterunkach. Zawodowym i domowym. No i tak nam jakoś czas mija…

© 2025, Jo. All rights reserved.