Niby do jesieni jeszcze tydzień, ale powiedzmy sobie szczerze: od pierwszego września wszyscy jesteśmy w takim powakacyjnowczesnojesiennym trybie. Nawet jeśli nie mamy dzieci w szkolnym wieku. Choćby z takiego powodu, że ruszają różne zajęcia i trzeba się deklarować, zapisywać i układać grafiki.
U nas jest podobnie, chociaż z zajęć zostały nam jedynie sporty i gitara. Chwilowo mamy dość terapii. Jasne, że by się przydały, ale ostatnie doświadczenia wyczerpały nas finansowo i emocjonalnie, więc na razie sobie robimy przerwę. Sportem obdzielamy po równo: Kuba ma konie, Janek łucznictwo, wszyscy panowie tenis. A ja chyba wrócę na rehabilitację. Jak już będę mogła gdziekolwiek wrócić.
Prawda jest taka, że mi się wyczerpały baterie życiowe. Można by się teraz żachnąć, ale jak patrzę na to, co się od miesięcy sypie, to zadaję sobie pytanie: jak ja to wszystko ciągnęłam przez tyle lat? No to może nic dziwnego, że się wyczerpały, te baterie. Problem w tym, że nie ma jak ich naładować. Tak, wiem, pamiętam: bateria to nie akumulator. I może właśnie w tym problem.
Nie chce mi się pisać. Tak właściwie, to nic mi się nie chce. Albo inaczej: od dobrych dwóch miesięcy nie jestem w stanie się do niczego zmotywować. Rozkłada mnie toczeń z Hashimoto do spółki. Jeżdżę po lekarzach, którzy mnie odsyłają do następnych, ale nikt nie podejmuje się leczenia. No to sami rozumiecie, że słabo jest. Ale jak nie daj Bóg poruszam ten temat, to słyszę, że nudna jestem i nikogo nie obchodzą moje problemy, bo każdy ma własne. No to się zamykam. Napiszę o ogródku.
Ten ogródek powinien nas kopnąć w dupy, spakować się i wyemigrować. I chyba to robi. Zaczyna od tui, porażonych szkodnikiem. Wychodzimy z Piterem do tego ogródka w weekendy i na płacz mi się zbiera. Nie z powodu tui, raczej zadaję sobie pytanie: Dlaczego tak wszystko zaniedbaliśmy?! Przecież marzyliśmy o tym ogródku! A on stał się metaforą wszystkich naszych życiowych porażek! I tak stajemy w ich obliczu, znaczy na ogrodowym patio, patrzymy na zgliszcza i nie mamy cienia siły, żeby coś z nimi zrobić.
Idealna metafora.
I jak ja zacznę o tym wszystkim pisać, to przecież już nikt nigdy tu nie zajrzy, powiedzmy sobie szczerze.
© 2025, Jo. All rights reserved.