Skansen

Ostatni weekend wakacji (swoją drogą to ciekawe: cztery lata po zakończeniu edukacji szkolnej chłopaków nadal używam określenia „koniec wakacji”… ) spędziliśmy pracowicie. W sobotę odwiedziliśmy rodzinnie lubelski skansen Muzeum Wsi Lubelskiej. Upał nas dopadł, Kuba dał radę mimo całego tygodnia na zwolnieniu, tylko ja zastanawiałam się, co tam robię. Ale podobno jak Bóg chce kogoś ukarać (mnie??? za co???) to mu najpierw rozum odbiera.

I powiem wam jedno: jeśli tam nie byliście – koniecznie jedźcie! Teren ogromny, podzielony tematycznie ma Wyżynę Lubelską, Roztocze, Powiśle i Podlasie z Nadbużem. Jest również dwór szlachecki i miejski rynek z muzealnymi rekonstrukcjami pracowni usługowych, ale i całkiem rzeczywistą lodziarnią (polecam). Można zobaczyć, jak żyła biedota wiejska, a jak bardziej zamożni chłopi.

Ja jestem miastowe dziecko, nigdy na wsi nie byłam, poza sporadycznymi wizytami na działce Dziadka i później wyjazdami z chłopakami do wiejskiego siedliska mojej macochy. Nie miałam rodziny ze wsi, w domu się o takich rzeczach nie rozmawiało, a jednak jakimś cudem wiem to wszystko i zderzenie z totalną ignorancją moich synów co chwilę mnie wmurowywało w ziemię. Metaforycznie. I ja rozumiem, że oni są autystyczni, ale mimo wszystko… jak można nie wiedzieć, co to jest cep???

W skansenowych chatach urządzone są izby i wystawione sprzęty. To niezwykle interesująca wyprawa w przeszłość. Nie wiem, jak na innych, ale wizyta w jednoizbowej chacie wiejskiej biedoty, a właściwie uświadomienie sobie, że w takich warunkach żyli ludzie całkiem jeszcze niedawno, zrobiła na mnie piorunujące wrażenie.

Najmniejsza chata składała się z sieni, izby z piecem/kuchnią i komory dla zwierząt. Po drabinie można było wejść pod dach, gdzie przechowywano co się dało. A w sieni stała jeszcze klatka z gałęzi – chyba dla drobiu.

Chata bogatszego gospodarza (i jego dwupokoleniowej rodziny) składała się z dwóch izb mieszkalnych, sieni i części dla zwierząt. Trzeba było większej majętności, żeby mieć w obejściu dodatkowe budynki, czy własną studnię, ale i takie gospodarstwa można tu obejrzeć.

Po terenie skansenu chodzą kury i gęsi. Można spotkać kozy, krowy i konie. Dla mieszczucha jest to bardzo ciekawe i zachęca do dalszego spaceru. Chłopakom się podobało, ale zgodnie oznajmili, że nie chcieli by tak mieszkać i mają nadzieję, że nasz wiejski domek będzie wyposażony w zdobycze cywilizacji, takie jak: łazienka i szybki internet.

I to by było tyle.

PS.
Tak, na tytułowym zdjęciu widzicie Jakuba. Zachwyconego ze spotkania z Koziołkiem Matołkiem.

© 2025, Jo. All rights reserved.