Chyba nigdy nie spotkałam się z osobą tak niejednoznacznie odbieraną przez jej współczesnych, a może nawet bardziej: przez tych, którzy ją znali, albo przynajmniej mieli okazję spotkać. Od „bogini” po „śmieszną starszą panią” i „despotkę bez kultury”. Jaka była Lilka Kossakówna? Czy w ogóle można to ocenić?
Jasne, że jestem skażona Marią i Magdaleną. Co za pytanie… I oczywiście, że Pocałunki wyryły piętno na mojej nastoletniej, egzaltowanej duszy. I w ogóle ja jestem duchowo taka miedzywojennie dwudziestoletnia (czy też byłam w epoce sprzed dorosłości i autystycznych synów, że jest mi trudniej przyjąć do wiadomości, iż Lilka, ta uwielbiana przez siostrę i połowę Skamandrytów Lilka, mogłaby być przez kogoś odebrana jako pretensjonalna i nudna, asympatyczna i despotyczna… Właściwie aż do Wojnę szatan spłodził uważałam ją za zalotnicę niebieską, eteryczną nimfę zdziwioną przyziemną codziennością…
A tu taka niespodzianka.
Co o niej mówili i pisali znajomi?
Sami przeczytajcie. Ostatecznie Rok Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej to dobry pretekst do bliższego jej poznania.
Lilka. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska we wspomnieniach i listach, Mariola Pryzwan
© 2025, Jo. All rights reserved.