Imieniny w Casti

Dziennik podróży. Dzień piąty.

Ciao a tutti!

Tak naprawdę smażymy się przeze mnie, ponieważ chciałem raz w życiu obchodzić imieniny za granicą. Nie moja wina, że mam je w czerwcu. Mój brat miał wiele razy urodziny we Włoszech i trochę zazdrościłem mu. Więc jak się matka ugotuje, to będzie moja wina.

Powiem wam, że to był bardzo fajny dzień. Ucieszyłem się z prezentów. Dostałem biografię Jeremy’ego Rennera, książkę z zagadkami kryminalnymi Agathy Christie i trzy pary śmiesznych skarpetek.

Wycieczka

To miała być niespodzianka dla mnie, tylko nie bardzo wyszła. Pojechaliśmy do Talamone i chcieliśmy zobaczyć Villę Le Torre – miejsce, w którym spotkał się Bond z Mathisem w Quantum of Solace. No nie dziwię się, że Bond przypłynął tam łódką… Od strony lądu po prostu tam się nie da dojechać. Próbowaliśmy. Ale i tak mi się podobało.

Talamone jest bardzo ładne i ma doskonałe widoki na morze. Wiecie, że wszędzie tu są twierdze, które służyły kiedyś do obrony przed piratami? Ja nie wiedziałem i byłem bardzo zaskoczony!

Potem pojechaliśmy do Porto Santo Stefano. Widziałem bardzo dużo łodzi i prom do przewożenia samochodów. Widoki ładne, ale miasto mnie dobiło, bo leży na wzgórzu i ciągle się jedzie pod górę. Nie chciałbym tam mieszkać.

Nie wzięliśmy ze sobą żadnego jedzenia, więc musieliśmy się zatrzymać w jakimś barze. Zjedliśmy kanapki.

Kolacja imieninowa

Wieczorem poszliśmy do pizzerii La Scaletta. Przez tyle lat przechodziliśmy ciągle koło niej i dopiero dwa lata temu poszliśmy tam na pizzę. Teraz też to miejsce wybrałem na imieninową kolację.

Pizza była przepyszna. Właściwie wszystkie pizze, bo Kubie i rodzicom też smakowało. Na deser wzięliśmy płonące crema catalana i to był szok. To znaczy wiedziałem, że on się pali, ale byłem w szoku.

Z tej restauracji jest zabójczy widok na rozlewiska, gdzie mieszkają flamingi. I w ogóle było bardzo fajne i śmieszny kelner.

Spędziłem miło czas tego dnia. I cieszę się, że mogłem tu przyjechać.

© 2025, Jan Piotrowicz. All rights reserved.