Brejkin nius, czyli orzeczenie

Dziś, w pierwszym dniu matur 2021 i rocznicy (nieodmiennie osiemnastej) urodzin Marianny, otrzymaliśmy orzeczenie BlueBoya o niepełnosprawności.

Słów, jakich użyłam… Wiecie – nawet nie miałam świadomości, że je znam… Jak to się człowiek całe życie uczy…

W każdym razie dwa validole, bibloc i hydroxyzynę później postanowiłam napisać wam kilka słów na ten temat, ponieważ jest szansa, że mnie do jutra szlag trafi. A nawet jeśli nie, to Rutyna przejdzie w stan spoczynku na jakiś czas.

Albowiem BlueBoyowi…

NIE PRZYZNANO ŻADNEGO STOPNIA NIEPEŁNOSPRAWNOŚCI.

Po dwudziestu jeden latach orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego, niesamodzielności, specjalnych potrzebach edukacyjnych i opiekuńczych, zalecanych terapiach, diagnozach ze spektrum autyzmu i wad wrodzonych serca, mój młodszy syn został cudownie uzdrowiony i uznany za osobę funkcjonującą w pełni sprawnie.

I może nawet byłoby to zabawne, gdyby nie fakt, że ten pieprz świstek papieru podpisany przez tego samego specjalistę, który już raz urozmaicił nam życie uznając Jakuba za niewymagającego stałej opieki, samodzielnego autystę, odbiera BB wszelką pomoc, jaką mógłby uzyskać w swojej sytuacji.

Ponieważ tracąc status osoby niepełnosprawnej, traci nie tylko możliwość darmowych przejazdów komunikacją miejską, proszę państwa. Traci również z dnia na dzień: zasiłki i świadczenia, prawo do wsparcia przez różne instytucje podczas poszukiwania pracy, potencjalną możliwość pracy jako osoba niepełnosprawna, czyli wspomaganą z funduszy PFRON, terapie i konsultacje psychologiczne, dostęp do zabiegów i opieki lekarskiej przeznaczonej dla osób z niepełnosprawnością, korzystanie z funduszy wspierających ON, uczestniczenie w programach aktywizacji zawodowej, a nawet – jeśli urzędnik się uprze – pomocy w załatwianiu jakichkolwiek formalności. Każdy lekarz ma prawo wyprosić opiekuna z gabinetu. Podczas leczenia szpitalnego nie przysługują mu żadne szczególne względy (na przykład obecność rodzica podczas badania).

Różne cuda się w tym kraju dzieją, ale uzdrowienie kogoś, kto miał kilkakrotnie orzekaną niepełnosprawność nabytą od urodzenia (!!!) mnie po prostu wprawia w totalne oszołomienie.

Jasne, że będziemy się odwoływać. Z tym, że odwołanie od orzeczenia urzędu miejskiego jest niemal w stu procentach odrzucane przez wojewódzki. Trzeba iść do sądu. Sąd sprawę przyjąć musi, a następnie powołać biegłego lub biegłych. Trwa to wszystko od półtora roku, do… napisałabym, że dwóch, ale ostatnio słyszałam, że jedna znajoma czekała trzy lata i na koniec sąd odrzucił jej odwołanie. Też dotyczące ZA.

Zatem mamy przed sobą, proszę państwa, lekko licząc dwa lata walki, wędrówek po specjalistach za setki złotych – bo przecież trzeba dostarczyć wypasiony komplet dokumentacji, a tej nie zrobi się w ramach NFZ – trzeba prywatnie. Dwa lata praktycznego uziemienia, bo na normalnych warunkach BB nie ma szans na żadną pracę, na żaden zasiłek, na żadne wsparcie ze strony tego cholernie opiekuńczego państwa.

W zasadzie powinniśmy teraz wszyscy wsiąść do samochodu i runąć nim w przepaść.

A, nie – sorry. Samochód jest firmowy, nie nasz własny. A my nie z tych, co niszczą cudze mienie.

PS.
Przyszły do nas dzisiaj jeszcze dwie wiadomości: nie ma szans na zbudowanie ogrodu zimowego a dom na wsi pierwszy możliwy termin ma wyznaczony na maj 2022.

Może mi ktoś podać jeden, jeden najmniejszy powód do optymizmu???

© 2021, Jo.. All rights reserved.