Zakończenie(?)

Jest mi smutno. Nawet nie słodko-gorzko, tylko po prostu smutno.

Mój młodszy syn kończy dziś szkołę. Nie będzie uroczystego zakończenia roku, kwiatów, przemówień, podsumowań. Nie będzie życzeń na dalsze, dorosłe już życie. Ten etap edukacji i mijającego na dobre dzieciństwa zamknie kilka słów wypowiedzianych przez wychowawczynię na zdalnej lekcji.

A przecież właśnie kończymy gwiazdkę z nieba! Na początku naszej szkolnej drogi, nikt nie dawał BlueBoyowi szans na coś więcej, niż szkoła specjalna dla dzieci ze znacznym upośledzeniem. Ciężką pracą, z nerwami, łzami i buntem wobec Opatrzności, dotarliśmy do końca liceum. Liceum, które cudem znaleźliśmy, kiedy wydawało się, że żadna szkoła pogimnazjalna go nie przyjmie. Przez które przebijaliśmy się każdego dnia, pokonując własne lenistwo i obiektywne, bo aspergerowe deficyty.

Nie tak miały wyglądać te trzy lata. Pandemia zabrała nam połowę czasu. Zmusiła do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Dla BB oznaczała przedwczesną izolację. Dla mnie: odłożenie wszystkich własnych planów i zajęcie się niemal wyłącznie wsparciem Jaśka. Ominęły go szkolne projekty, klasowe imprezy, spotkania z kolegami. Nic nie wyszło ze studniówki, na którą tak bardzo czekał. Życie nie jest fair. Snape miał rację.

BlueBoy zrobił przez ten czas ogromne postępy. Z nowej szkole spotkał życzliwych ludzi. Nawiązał nowe przyjaźnie. Coś z tego przetrwa? Nie wiadomo. Co będzie dalej? Kto to wie…

I na koniec tego mało optymistycznego tekstu: oboje z Piterem zachowaliśmy się, jak ostatnie dupki. Bo OK, sytuacja jest dołująca. Brak perspektyw (a nawet pomysłu na przyszłość, która właśnie stanęła u naszych drzwi) odbiera chęć do życia. Pewnie za chwilę wszyscy wpadniemy w wypełniony depresją Dół Wilanowski*. Ale jak my w ogóle mogliśmy nie zaplanować niczego, aby uczcić to wydarzenie?!?!

Bo przecież niby nie ma się z czego cieszyć, ale jednocześnie: osiągnęliśmy niewyobrażalny dziesięć lat temu (że nie powiem: trzynaście) SUKCES!!! Patrzcie, gdzie jesteśmy!!! Nikt nam nie dawał szans!!!

Idziemy po tort. I szykujemy majówkową festę na cześć BlueBoya, jego Matki i Reszty Świata!

A resztę po prostu chrzanić.

*
Sobie przypomnieć, czym był Rów Kabacki. W książce było. A na blogach pewnie z dziesięć razy.

© 2021, Jo.. All rights reserved.