Biurko Agnieszki.

Nie. To nie był fejk na rzepy*. Biurko Agnieszki naprawdę stoi u Madre. Jak tam trafiło?

Jak wiecie mam ogromny problem z opowieściami rodzinnymi – zwłaszcza jeśli te opowieści dotyczą osób w jakiś tam sposób nieprywatnych. Ale biurko Agnieszki wydaje mi się w miarę neutralne i kiedy Aneta mnie o nie zapytała, pomyślałam, że to jest w sumie spoko temat na blogowy wpis.

Biurko jest wielkie, w pięknym zielonym kolorze. Było częścią kompletu mebli zrobionych dla Agnieszki do Radonic. Po sprzedaniu włości trafiło do Babci Toli. Biurko, tapczan i ażurowa wisząca półka stały w gabinecie. Trzystronna, niezwykle oryginalna szafa – w holu. Właściwie trudno mi sobie wyobrazić to mieszkanie na 10go Lutego bez zielono-oliwkowych mebli, o których Filozof zawsze mówił: „Agnieszki”.

Skąd ta Agnieszka?

Osiecka była żoną jego najstarszego brata, Wojtka. I mimo tego, że dość szybko przestali być rodziną, pozostał duży wzajemny sentyment, Agnieszki i Filozofa, nazywanego przez nią Adą Gawędziarką. Mimo że nie utrzymywali kontaktów, wzajemna sympatia pozostała a Filozof z upodobaniem robił „testy na Agnieszkę” kandydatkom, czyli swoim potencjalnym synowym. Czasami ich wynik naprawdę wprawiał w osłupienie i stawiał pytania o szeroko rozumiane obycie kulturowe współczesnej młodzieży… No ale to było wieki przed fatalnym telewizyjnym serialem, po którym już wszyscy wiedzą „jak to było”.

Zresztą Agnieszka jako bratowa przysporzyła nam wielu atrakcji w relacjach rodzinnych, które do dziś wspominamy z Madre z nie dającym się powstrzymać uśmiechem…

Ale miało być o biurku.

Kiedy było likwidowane mieszkanie na 10go Lutego, do mnie trafił tapczan z półką, a Filozof, który właśnie mniej więcej w tym czasie wrócił do pracy naukowej, zabrał biurko. Strasznie mi było szkoda szafy, ale nie było możliwości zmieścić mebla robionego do pałacyku, do mojej kawalerki. Nie mogę tego odżałować.

I tak od dwudziestu czterech lat biurko Agnieszki stoi w dawnym gabinecie Filozofa, a obecnym pokoju dziennym Madre… Nostalgiczne. Przywołujące wspomnienia. Nie pozwalające odejść refleksji o przemijaniu.

Mam nadzieję, że mnie Madre nie ukatrupi, ale ostatecznie ten fragment pokoju wystąpił na dziesiątkach naszych rodzinnych zdjęć bożonarodzeniowych (tylko na pierwszym planie były wówczas osoby), więc może mi się upiecze 😉

*”fejk na rzepy” wzięłam z fejsbukowej konwersacji z Anetą, bo mi się bardzo spodobał 🙂

© 2021, Jo.. All rights reserved.