Coś tu śmierdzi…

I nawet wiem co. Koński obornik.

Obok naszego osiedla, zaraz za siatką, jest pole. Kiedy kupowaliśmy dom dowiedzieliśmy się, że jest własnością, że tak powiem inwestycyjną, TVN. Jako że TVN nie miał pomysłu na zagospodarowanie tych hektarów, dzierżawił je dotychczasowemu właścicielowi, który uprawiał tam rzepak lub pszenicę, a bywało że owies. Najwyraźniej na dopłaty unijne, bo to, co robił (albo raczej czego nie robił) wołało o pomstę do nieba.

Jakieś dwa lata temu obiegł nas nius, że TVN pole sprzedało i ma na nim powstać podobne do naszego osiedle szeregowców (takich osiedli wyrasta w okolicy sporo, bo tereny blisko miasta, z dość dobrym dojazdem, a sporo ludzi mając do wyboru mieszkanie lub szeregowiec, wybierze jednak brak sąsiadów nad głową i kawałek ogródka) oraz szkoła brytyjska.

Prawdę mówiąc wizja palących na grillu karkówkę sąsiadów zza siatki słabo mnie pocieszała. Podobne uczucia żywiłam odnośnie wybiegających na przerwę uczniów brytyjskiej szkoły. Ale kiedy po raz kolejny niemal pod domem wylądowała mi pozimowa zawartość pobliskiej stajni, coś jednak pękło. I mimo wszystko wolę – mieszkając W MIEŚCIE – mieć za ścianą szkołę oraz osiedle szeregowców z dymiącymi grillem co weekend ogródkami, niż końskie (pardon le mot) gówno.

Tylko mam wrażenie, że przez tę całą pandemię budowa czegokolwiek utknęła na dobre…

© 2021, Jo.. All rights reserved.