Jeszcze jeden kurier i mąż mnie zabije…

Nasze małżeństwo przechodzi poważny kryzys. Mój mąż twierdzi, że ma to coś wspólnego z brakiem przejścia przez zastawiony pudłami sadzonek garaż. Moim zdaniem wyłączną winę ponosi spóźniająca się wiosna.

Garażują jabłonki, dzika róża, śliwka, hortensje i coś tam jeszcze. Celowo wypieram, żeby nie zwariować. Niby podobno od najbliższego weekendu ma być cieplej, ale nadal mam wątpliwości, czy na tyle, żeby móc spędzić kilka godzin w plenerze. Bez toalety. No słabo to widzę, a w najbliższym czasie (TYLKO BŁAGAM NIE MÓWCIE PITEROWI!!!) spodziewam się jeszcze czereśni i mirabelki z Nancy…

Swoją drogą byłoby bezgranicznie głupio, gdybyśmy przetrwali Kanion Verdon, a polegli z powodu kilku przedwcześnie przywiezionych sadzonek…

No może kilkunastu…

Pięćdziesiąt sztuk rosa canina można przecież policzyć jako JEDNĄ, prawda?

© 2021, Jo.. All rights reserved.