Kłamstwo ma krótkie nogi

Ostatni oskarowy popis Meg wywołał w naszym domu dyskusję na temat prawdomówności. I być może powinnam się bardziej wysilić wychowawczo, ale poszłam na łatwiznę i przyznałam, że mówię prawdę, bo na kłamstwo jestem zbyt leniwa.

No bo sami powiedzcie: najpierw trzeba wymyślić jakąś w miarę trzymającą się kupy wersję. Potem przekonująco ją przedstawić. I po wszystkim jeszcze pamiętać, co się komu powiedziało.

Mówienie prawdy ma ten plus, że nie trzeba się aż tak bardzo wysilać. A jeśli nie ma się ochoty o czymś mówić, po prostu wystarczy tego nie robić. Wprawdzie ćwiczenie asertywności wymaga nieco wysiłku, ale raz opanowana – przydaje się w wielu sytuacjach.

Nie zawsze tak było. Kiedyś – zapytana, czułam przymus udzielenia odpowiedzi. A ponieważ kłamać nie lubiłam (cholera, musiałam się wyrodzić…), to wiłam się jak piskorz, a coraz bardziej przyciskana – w końcu odpowiadałam, zbyt często wbrew sobie. Jakoś tak przed pięćdziesiątką dotarło do mnie, że szkolne lata i stanie na baczność przy tablicy dawno mam za sobą i naprawdę mogę posłać na drzewo każdego, kto tego nie zauważa.

Oczywiście z pełną galanterią.

© 2021, Jo.. All rights reserved.