Dzień Długiej Przyjaźni

Serio – podobno dziś właśnie taki jest!

Świętować nie będę, bo ja właściwie nie nadaję się na przyjaciółkę. Zaprzyjaźniam się długo i z trudem. Oraz raczej niechętnie. Nie dlatego, że nie lubię ludzi, ale wszystkie moje przyjaźnie prędzej czy później szlag trafiał, a odkąd mam bardzo absorbujące dzieci, to już w ogóle. Może dlatego tak lubię znajomości on-line? Bo zachowują pewien dystans?

Ja nie mówię, że jestem bez winy. Słabo się sprawdzam w roli przyjaciółki, bo ani nie da się ze mną poplotkować, ani na kawę się nie wyrwę… Plotki mnie nużą. Kawy nie pijam. A poza tym wszędzie z tymi dziećmi… Mało kto to zniesie…

Relacje towarzyskie rozsypały się u nas mniej więcej dziesięć lat temu, kiedy panicze byli za duzi, żeby ich ciągnąć na spotkania ze znajomymi. Z kolei znajomi upierali się przy rytuale rewizyt, nie przyjmując do wiadomości naszego uziemienia w domu. Najgorsze jednak były świadczące o kompletnym braku zrozumienia uwagi, że możemy przecież wziąć opiekunkę i przyjść na imprezę… No nie mogliśmy.

Od koleżanek posiadających potomstwo dzieliło mnie każde macierzyńskie doświadczenie. Dla tych niezamężnych – wiecznie zmęczona i wyczerpana nie byłam zbyt atrakcyjnym towarzystwem. No i zostałam w końcu sama.

Całe szczęście, że jest Internet.

Z kim przyjaźnisz się dłużej niż 10 lat?

Tak na co dzień i na żywo, to wychodzi mi, że wyłącznie z Piterem 😀 Chyba trzeba będzie to jakoś uczcić 😀

Z drugiej strony: ile żon po dwudziestu latach małżeństwa i będzie z trzydziestu sześciu albo siedmiu znajomości twierdzi, że ich mąż jest ich najlepszym przyjacielem?

Nie ma co narzekać!

© 2021, Jo.. All rights reserved.