„Jak wam się żyje bez Włoch?”

Kiedy mój syn, Jakub-NienawidzęWłoch-AszczególnieTranyBotammisięnudzi-Fiuta-Piotrowicz zaczyna chodzić po domu, śpiewając „Lasciate mi cantaaaareee, con la chitarrra in maaaanooo, lasciate mi cantare, SONO ITALIANOOOOO” – znak, że sięgnęliśmy totalnego dna. Wprawdzie nikt w nie od spodu nie stuka, ale pora mieć się na baczności, ponieważ alarm został uruchomiony i tylko cienka linia dzieli nas od szaleństwa.

Moi synowie całe życie wyjeżdżali latem do Włoch. Prawdę mówiąc Włochy są dla nich synonimem wakacji. A Morze, to automatycznie Tyrreńskie. I nie ma co tu wydziwiać, ale jeśli wyjechalibyście nad włoskie morze (Tyrreńskie) mając kilka miesięcy, a potem powtarzali to każdego roku – skojarzenia mielibyście identyczne, nawet bez spektrum autyzmu.

W każdym razie bolesna prawda jest taka, że ostatni raz we Włoszech byliśmy trzy lata temu i zaczynamy odczuwać tego nieprzyjemne (UWAGA! EUFEMIZM!) skutki. I kiedy Key zadała mi wczoraj to tytułowe pytanie, odpowiedzieć mogłam jedynie niecenzuralnym słowem (co zresztą niezwłocznie uczyniłam).

Italia to nie wakacyjna miejscówka. To zapachy, smaki, obrazy. To cornetto w zestawie z cappuccino i szklanką soku świeżo wyciśniętego z pomarańczy. Słońce nad winnicami. Fale leniwie wyrzucające na brzeg muszelki. Wąskie uliczki wyłożone marmurowymi płytami. Pylący żwir na podjeździe. Zapach podsmażanego na oliwie czosnku. Stuk rozkładanych na stole talerzy. Dostające szału cykady. Soczysty melon ze słoną szynką parmeńską. Wybuchające czerwienią pomidory. Orzeźwiające spumante. Jedyne na świecie lody fior di latte. Wieczorna passeggiata zakończona szatańską mocnym espresso, po którym człowiek zasypia jak niemowlę.

To jest moja Italia.

Cholernie tęsknimy.

Oba zdjęcia pochodzą z: https://www.italiansummers.com/

EDIT
PS
I ani razu nie wspomniałam o Martini Prosecco???
No po prostu nie wierzę…
Źle ze mną.

© 2021, Jo.. All rights reserved.