Pies to nie bibelot.

Poszliśmy na niedzielny spacer. Tylko koło osiedla, bo nie dość, że mróz, to na dodatek przenikliwy wiatr. I spotkała nas taka przygoda…

Koło osiedla jest duże puste pole. Teraz leży odłogiem i hula po nim wiatr. Czasami spacerują po nim psy z właścicielami. I właśnie psów oraz ich właścicieli, dotyczyć będzie ten wpis.

Dochodziliśmy do tego pola schowaną w krzaczorach ścieżką wzdłuż ogrodzenia, kiedy usłyszeliśmy okrzyki. „Pewnie ktoś z psami.” – powiedział Piter. I miał rację. Zanim zdążyliśmy zrobić w tył zwrot, zza kępy traw wypadły dwa psy naszych sąsiadów: wiekowy basset i żywiołowy wyżeł. Oba niespecjalnie pałające sympatią do naszego dżeka. Nie wiemy dlaczego, bo widywały się od prawie roku na spacerach (wszystkie na smyczy) i od początku miały do naszej suki jakieś anse – nawet, kiedy była szczeniakiem. Być może myśliwski wyżeł uznał to małe białe za coś w rodzaju chomika do upolowania.

Od wielu miesięcy pilnujemy się na spacerach, bo właściciel słabo nad psami panuje, ledwo utrzymuje je na smyczy, a one po prostu go totalnie olewają.

Przypomnę: to nie są miniaturki, tylko pełne energii i siły psy myśliwskie. Miałam kiedyś basseta – zaprzęgaliśmy go do sanek. A wyżeł skacze człowiekowi na wysokość głowy.

No i te właśnie urocze pieski postanowiły zeżreć naszą sukę.

Nie reagowały na wołania właścicieli. Na ostrą reakcję Pitera. Niewiele pomogło wzięcie Luny na ręce. W końcu Piter opędzając się od tego wyżła wywalił się z naszym psem na rękach i chyba cudem żadne z nich nie skręciło karku, bo akcja była mocno… dynamiczna.

Luna jest małym pieskiem. Nie ma szans w konfrontacji z chcącym ją zagryźć wyżłem.

MY nie mamy z nim szans!

BB wychodzi często sam z suką. Też już zaliczył przygodę ze spuszczonymi ze smyczy pieskami, nie reagującymi na wołania właścicieli. Robi mi się gorąco na myśl, co by było, gdyby to on był dziś zamiast Pitera. Na szczęście chłopcy wrócili do domu szybciej, bo było im zimno. Gdyby nie to – BB trzymałby Lunę na smyczy.

Zasada jest jedna: nie panujesz nad swoim psem – nie spuszczasz go ze smyczy. NIGDZIE.

A w ogóle, to jeśli bierzesz psa, zwłaszcza myśliwskiego, zwłaszcza dużego, to pierwszym twoim obowiązkiem jest wychowanie go. Nazwij to jak chcesz: wychowanie, ułożenie, wytresowanie – jest mi to obojętne. Pies ma ciebie SŁUCHAĆ, bo inaczej stanowi zagrożenie. Dla innych psów. Dla ludzi.

Zawsze możesz spotkać na spacerze dziecko z maltańczykiem, którego twój pupil połknie i nie zauważy, że coś zjadł.

Zawsze możesz trafić na starszą panią, ledwo trzymającą się na nogach.

Albo na faceta, który broniąc swojego pupila, przewróci się i trafi głową na kamień lub krawężnik.

Będziesz mieć prokuratora na głowie. Chcesz tego?

Pies to nie maskotka. Jeśli się na niego decydujesz – podejmujesz zobowiązania. Nie tylko pielęgnacyjne. Również te, dotyczące bezpieczeństwa. Warto o tym pamiętać.

© 2021, Jo.. All rights reserved.