Reset czy restart?

Czasami mam wrażenie, że mój mózg przypomina Kuby komputer: zawalony spamem, z całą masą pootwieranych niepotrzebnie okienek, o krok od zawieszenia.

Wpadam wtedy w panikę i zastygam. Normalnie nie jestem w stanie ruszyć palcem. Świat dokoła się kotłuje, a ja tkwię w letargu. Szyba dokoła. Wpływoszczelna.

I jak z komputerem: zaczynam po prostu po kolei wyłączać okienka. Jedno po drugim. Bez zatrzymywania się nad treścią i ważnością. Pyk. Pyk. Pyk. Zamknięte.

Potem robię restart. Tylko w przeciwieństwie do Jakubowego kompa mój trwa dłużej. Zdarza się, że kilka dni. Lecę wtedy na automacie, bo jednak trzeba wyprodukować jakiś obiad, skoro wszysc w domu siedzą. Ale poza tym NIC. Kompletnie. Nie nadaję się do działania ani do myślenia.

Właśnie się zawiesiłam.

© 2020, Jo.. All rights reserved.