Słodki smak Bożego Narodzenia.

W głębi ducha każdy z nas jest dzieckiem, czekającym na migoczące w śniegu lampki na choince.

Kiedy urodzili się moi synowie, z całego serca chciałam dać im wymarzone Święta – takie, na które czeka się cały rok i które do końca życia mają swój ciepły kącik w naszej pamięci.

Przy dzieciach funkcjonujących niekonwencjonalnie takie postanowienie jest prawdziwym wyzwaniem. Nie mnie oceniać, na ile się udało, ale zapytany o świąteczne skojarzenia Jasiek wymienił na jednym wydechu: ” jedzenie, prezenty, choinka, kominek, kolędy (ale nie polskie, bo są smętne jakby z pogrzebu), fajne filmy, układanie lego, goście, Niki i Eve, ŚNIEG!!!”.

Więc chyba mi się udało?

Zwłaszcza w porównaniu z wymienionymi przeze mnie w poprzednim wpisie moimi skojarzeniami.

Mam fioła na punkcie PREZENTÓW. Możliwe, że moi synowie byli w dzieciństwie przeprezentowani. No ale ja jestem tym typem rodzica, co swoim dzieciom chce dać wszystko, czego sam nie miał (w możliwie najszerszym zakresie). Zatem faktycznie latami rozpuszczaliśmy ich i doszło do tego, że dzieliliśmy prezenty na mikołajkowe, santaluczijowe (od Santa Lucia – sypiącej słodyczami patronki ślepców), gwiazdkowe, boksingdejowe, noworoczne i epifaniczne. Kto nie rozpuszczał „biednych, niepełnosprawnych dzieci” niech pierwszy rzuci kamieniem.

Że tak nie fair pojadę po emocjach.

Na ŚNIEG nie mam wpływu, ale już z JEDZENIEM jakoś sobie radzę. Chociaż nie ukrywam, że skomponowanie bezkonfliktowego menu świątecznego – z jednej strony tradycyjnego, z drugiej uwzględniającego wybiórczość kulinarną moich synów

Ach, no bo zaskoczę was: oni nie jedzą WSZYSTKIEGO! Na dodatek każdy inaczej.

nie należało do najłatwiejszych zadań. Udało się, chociaż karpia trzeba było zastąpić rybą po grecku, a obok śledzi na stół wjeżdża wędzony łosoś. I zapewniam was, że robienie podwójnych makowców i placków drożdżowych (bo wydłubywanie z ciasta rodzynków nadal nie wchodzi w grę), albo dodanie do menu babki z żurawiną (bo ktoś tu jeden nie tknie ukochanego XmasCake Pitera) też da się przeżyć. Może i odbiegamy miejscami od Tradycji, ale za to nie tracimy zdrowia przy świątecznym stole, a każdy dostaje to, na co czeka z utęsknieniem cały rok.

Dla chłopaków Święta oznaczają GOŚCI. Albo przyjeżdżających do nas, albo nas goszczących. Oni nie wyobrażają sobie Świąt w innej wersji, nawet kiedy te rodzinne zjazdy oznaczają tak kłopotliwe dla autystów spiętrzenie emocji. W całym ich życiu były może dwie Wigilie spędzone w czwórkę – w tym jedna zaraz po Jaśka operacji, kiedy był na ścisłej kwarantannie.

W tym roku będzie cieżko. Cały czas nie tracimy nadziei, że przynajmniej uda nam się pojechać na Wigilię do Łodzi. Logistykę mamy dopracowaną, ale do ostatniej chwili nie wiadomo, na jaki genialny pomysł wpadnie władza.

Póki co palimy w kominku i włączamy wesołe ŚWIĄTECZNE PIOSENKI. Bywa, że z nieukrytym przesłaniem.

Czasami trzeba mężowi uświadomić, że czas mija… Adwent wiecznie trwać nie będzie… A nie chcemy nieprzyjemnych niespodzianek w Wigilię…

No i CHOINKA… Za cholerę nie wiem, co tu zrobić, żeby ta kozokotosuka nie zeżarła nam choinki…

Chociaż z drugiej strony… Jakby zeżarła, to można by zaoszczędzić na prezentach…

„Tych, co już je kupiłaś?” – zapytał zadziwiająco przytomnie BlueBoy. – „Poza tym chyba nie sądzisz, że to by URATOWAŁO nam święta, MAMO.”.

© 2020, Jo.. All rights reserved.