Ziółko

Od dobrego miesiąca znowu nie śpię. Trochę mi chłopaki dołożyli, trochę parę innych osób – dość, że nie mogę zasnąć, a jak już zasnę, to się budzę w panice co kwadrans, bo mi serce usiłuje wyskoczyć przez gardło. I tak do czwartej. A koło piątej Luna zaczyna piszczeć pod drzwiami, ewentualnie Kuba mało subtelnie opuszcza swój pokój i udaje się do łazienki, więc łatwo policzyć ile śpię. Czasami łapię jeszcze dwie godzinki, tak do dziewiątej, ale umówmy się: o regeneracji raczej nie mam co marzyć.

Powinnam zacząć kleić Silent Nights, ale chwilowo nas nie stać, więc mąż mi przyniósł z apteki tabletki. „A, pomyślałem, że ty musisz wreszcie się wyspać, bo inaczej do niczego się nie nadajesz.” – powiedział z troską.

Wzięłam. Noc przespałam. Rewelka.

Następnego dnia, po obiedzie z lekko przekraczającą normę dwóch kieliszków porcją wina, mąż mi przyniósł kolejne tabletki. Że powinnam trzy do czterech razy dziennie je przyjmować, „w celu wyciszenia organizmu”. A ponieważ ostatnio czytałam ten kryminał, co to na FB wspominałam, to tak żartem zapytałam, czy on na pewno konsultował z farmaceutą te tabletki w zestawie z przyjmowanym przeze mnie betablokerem.

– A po co? – zdziwił się mój mąż, syn farmaceutki, bezgranicznie.
– Żeby się dowiedzieć, czy nie wchodzą w interakcje???
– Przecież to są ZIOŁA, Joanna!!!

Zasadniczo strychnina to też nie minerał…

PS.
Internet poinformował, że tych ziołowych tabletek absolutnie nie wolno przyjmować z jakimikolwiek lekami obniżającymi ciśnienie lub antyarytmiowymi. No i kategorycznie zabrania się spożywania przy nich alkoholu.

A wy się śmialiście, jak pisałam o kryminale, w którym mąż wysłał na tamten świat żonę, za pomocą tabletek nasennych…

© 2020, Jo.. All rights reserved.