Znowu czytam.

BlueBoy został ambasadorem akcji Znowu Czytam, na dowód czego trzasnęliśmy kilka zdjęć. Mieliśmy przy tym sporo zabawy, bo nie mogliśmy wybrać tła. Dlatego zdjęć jest kilka, a i tak nie wszystkie nasze domowe biblioteki się załapały.

Bo książek w tym domu jest (i zawsze było) więcej niż pieniędzy. W sumie nic dziwnego, skoro pieniądze poszły na książki 😀

Oboje z Piterem pochodzimy z książkowych domów. Moja Teściowa z coraz większym trudem znosiła czytelniczą pasję męża. Zdaje się, że zakazała mu kupowania nowych, kiedy zabrakło miejsca nawet w piwnicy… Dawno u ojca nie byliśmy, ale podejrzewamy, że teraz jest tam jeszcze gorzej.

Z kolei Tatui nie tylko od zawsze miał książkowego bzika, ale – co gorsza – przez wiele lat pracował w Łódzkich Zakładach Graficznych i jedno, co mogę powiedzieć na ten temat, to że czego jak czego, ale książek w domu nie brakowało. Wypełniały każdą wolną przestrzeń. I do tej pory tak jest w jego gabinecie oraz wszędzie, gdzie Faretta nie wprowadziła książkowego zakazu.

Rodzina Madre też książkowa. Dziadek Lis (ten, który mi kazał uczyć się liter na W pustyni i w puszczy oraz dawał w dzieciństwie do czytania biografie Chłopca z Sosnowca i Marii Skłodowskiej-Curie) przeczytał każdą książkę, jaką miał w domu. Ja o sobie tego powiedzieć niestety nie mogę, bo nieustannie moim znakiem rozpoznawczym jest niebezpiecznie przechylony stos książek do przeczytania. I nie – nie chcecie zobaczyć żadnego zdjęcia mojego pokoju. Mam na myśli sypialni.

Z najbliższej rodziny został nam jeszcze do wspomnienia Filozof, doktor socjologii, który zasadniczo żył w pokoju pełniącego jednocześnie funkcje sypialni, gabinetu, biblioteki oraz salonu. I to po tym, jak znaczną część swojego księgozbioru przekazał uniwersyteckiej bibliotece.

Zatem kiedy Bogdan rzucił wyzwanie do zamieszczania na FB swoich zdjęć na tle domowej biblioteczki, z bólem serca odmówiłam, bo na żadną nie mogłam się zdecydować. Chociaż nie ukrywam, że zdecydowane prowadzenie obejmowała ta z kryminałami…

A w ogóle cała zabawa wzięła się stąd, że jakiś czas temu wszyscy wrzucali swoje zdjęcia (lub nagrania) na tle księgozbiorów. Najwyraźniej jakiś spin doktor im podpowiedział, że wyglądają wtedy mądrzej i są wiarygodniejsi. Inaczej trudno mi znaleźć powód nagłego zhermionowania celebrytów…

Ale to tak na dość szerokim marginesie. Ja właściwie chciałam tylko zauważyć, jak dziwnie się życie czasami układa. Że człowiek, w dzieciństwie zdiagnozowany jako ciężki przypadek zaburzeń rozwojowych, który nigdy miał nie czytać, pisać, liczyć i mówić, zostaje ambasadorem akcji propagującej czytanie książek.

Jednak są rzeczy, których warto nie odpuszczać. Nigdy.

© 2020, Jo.. All rights reserved.