Prezenty gwiazdkowe

Nie wiem, czy zauważyliście, że po cichu rozgościł nam się temat Świąt? Tak jakoś…

Chyba najwyższy czas, bo chociaż w tym roku nie grozi nam stanie w kilometrowych kolejkach do kasy w (hiper)markecie, to pozostaję przy wieloletnich nawykach i to, co można, robię z wyprzedzeniem.

A z pewnością taką rzeczą są prezenty. I właśnie wczoraj wyjęliśmy z InPostu ostatnie zamówienia. Popakowane w resztki papierów z poprzednich lat czekają sobie grzecznie w mojej garderobie na choinkę. A ja mam święty spokój. Przynajmniej z prezentami.

Będzie skromniutko i na tym „skromniutko” usiłowałam wyjaśnić BB pojęcie „mniejsze zło” do pracy z polskiego o Zenonie (Granica, Zofia Nałkowska). Chyba słaba jestem w tłumaczeniu takich rzeczy autyście, bo ostatecznie praca zeszła nam na mindfulness i wyjaśnienia (nauczycielce), że jako autysta BB postrzega świat zero-jedynkowo i dla niego każde zło jest złe, bez stopniowania i relatywizmu. Nie mam pojęcia, czy zaliczymy ten temat, ale praca nad definiowaniem i mówieniem o specyfice aspergerowego funkcjonowania warta jest pały z makiawelizmu. W każdym razie sprowadzenie porównania mindfulnessowego szukania plusów i makiawelistycznego uznawania mniejszego zła za dobro do intencji, bardzo mi się spodobało i daje nadzieje, że coś tam jednak mu w głowie zostaje po tych naszych wieczornych rozważaniach…

Zdecydowanie powinnam dostać jakieś wynagrodzenie za wykonywaną pracę edukacyjno-rewalidacyjną… Ale poczekam na zmianę rządu… Od tego brzydziłabym się wziąć…

Ale my tu mieliśmy o prezentach. Jak wspomniałam: szału nie ma. Chociaż ostatecznie ja bym nie narzekała. Chłopaki dostaną kalendarze (BB z czymś Marvela zdaje się, Kuba tradycyjnie ze zdzieranymi kartkami), DVD z kolejnym sezonem oglądanego aktualnie serialu oraz po książce. Z tego, co wiem, moich prezentów jeszcze nie ma. Nie jestem tym w żaden sposób zdziwiona, bo Piter najchętniej by widział, żebym sama sobie wymyśliła, kupiła i zaniosła mu do pokoju do zapakowania. Więc wolę nie mieć żadnego, niż się w ten sposób upokarzać przed samą sobą.

Zresztą za chwilę zacznie się kuchenny maraton – bo jak wspomniałam: lubię mieć wszystko, co możliwe, przygotowane wcześniej. Takiemu XmasCake leżakowanie bardzo wychodzi na dobre. A pierogi spokojnie można zamrozić. Zresztą z jedzeniem też nie zamierzam przesadzać. Ostatecznie to jest jedna kolacja, jeden obiad i jeden brunch! Dla pięciu (cały czas mam nadzieję, że lockdownu nie będzie) osób. Na litość boską – ile można zjeść???

Dobrze będzie.

Chociaż nada nie mam pomysłu na choinkę…

© 2020, Jo.. All rights reserved.