Enola Holmes

Nie jestem fanką napisanych przez innego autora ciągów dalszych. Owszem, zdarzają się dość przyzwoite kontynuacje, ale dla mnie zawsze są po prostu nową opowieścią, zainspirowaną oryginałem. I nigdy Scarlett nie będzie Przeminęło z wiatrem, a Sophie Hannah mimo wszystko to nie Agatha Christie… Zresztą powiedzmy sobie szczerze: Przeklęte dziecko też niespecjalnie się udało, chociaż wyszło spod ręki autorki oryginału…

A tu mamy na dodatek uzurpatorskiego Geralta (no bo wiadomo, że Wiedźmin to wyłącznie Żebrowski), który podobno bywał Supermanem… Jak również Bellatrix Lestrange i Ciotkę Petunię… No nie wiem…

Chociaż po Voldemorcie w roli M chyba nic nie powinno mnie dziwić…

Wracając do rzeczy: nie lubię. W ogóle nie uznaję. A poza tym zawsze najpierw czytam książkę, a potem oglądam film, bo nie lubię jak mi ktoś przesłania własną interpretacją potencjalną moją. Jedyną ekranizacją, która w mojej opinii idealnie odzwierciedla powieść, jest Uczta Babette i po innych oczekuję jedynie, żeby za bardzo nie spieprzyły książki.

Ale tak jakoś wyszło, że zasiedliśmy wczoraj do Enoli. I powiem wam: świetna!

OK, można ubolewać nad pewnymi uproszczeniami, albo narzekać na przewidywalność, ale halo! to ma być po prostu ROZRYWKA!

Panna Holmes – wychowywana przez niekonwencjonalną matkę siostra Sherlocka i Mycrofta, staje w obliczu odnalezienia swojej drogi życiowej i choć wszyscy jej to utrudniają – jak się można domyślić – odnosi sukces. Ale panna Holmes (chociaż cudownie zagrana przez Millie Bobby Brown), jak również pozostała ekipa ( wspomniani Helena Bonham Carter, Fiona Shaw, Henry Cavill, irytujący Mycroft w wykonaniu Sama Claflina, demoniczna (czy ona kiedykolwiek nie jest?) Frances de la Tour czy śliczniusi Louis Partridge – skończę tę wyliczankę, bo zaraz się okaże, że ja niczego nie oglądam, skoro nie rozpoznałam Burna Gormana…) mają nie lada konkurencję w postaci angielskich krajobrazów i imponujących posiadłości. A do posiadłości to ja przecież zawsze miałam kosmiczną słabość…

Jestem zatem w rozterce: czekać cierpliwie na następne ekranizacje (bo niewątpliwie nastąpią), czy kupić trzy wydane po polsku (z sześciu napisanych) książek i je przeczytać?

Hm…

© 2020, Jo.. All rights reserved.