Wierzysz w przeznaczenie?

Moja macocha mawia: „Ma być twoje? Będzie twoje.”. Co z jednej strony nastraja optymistycznie, bo jeśli coś ci jest pisane, to prędzej czy później do ciebie przyjdzie, ale z drugiej przeraża – bo jeśli pisane ci nie jest, to żebyś nie wiem jak się starał, skazany jesteś na porażkę.

I ja tak się ostatnio zastanawiam: Kiedy jest ten moment, żeby sobie powiedzieć: zrobiłaś wszystko, co mogłaś zrobić? Niczego więcej nie wymyślisz. Odpuść sobie. Spakuj. Odłóż. Rozejrzyj się za nowymi opcjami.

Bo może kurczliwe trzymanie się czegoś, co nie wychodzi, nie ma sensu? Nie wychodzi, bo nie ma wyjść. Natomiast gdzieś tam obok mijają rzeczy, których nie zauważasz, a które mogłyby być właśnie tym czymś, na co czekasz?

Z tym przeznaczeniem nie jest dla mnie jasne. Niektórzy nazywają to zasadą przyciągania. Ja nie mam zdania. Ale zdarzyło mi się w życiu kilka niemożliwych rzeczy i trudno mi uwierzyć w powtarzający się przypadek.

Na przykład Kuby podstawówka. Dokładnie kiedy kończył przedszkole powstała podstawówka dla autystycznych dzieci, a pierwszeństwo na liście mieli uczestnicy wakacyjnych warsztatów terapeutycznych, na które trafiliśmy z przeczytanego przypadkiem (?), bo ja zwyczajowo ogłoszeń nie czytuję, na przedszkolnej tablicy ogłoszenia.

Albo z domem. Pojechaliśmy na przejażdżkę, bo mieliśmy dosyć tygodnia z chorującymi chłopakami w domu. I zamiast jak zwykle w prawo, skręciliśmy w lewo. Nie wiadomo dlaczego. I ja jeszcze rzuciłam takim tekstem: „Ech, szkoda że TUTAJ nie mogą wybudować takiego osiedla szeregowców, jak w Józefosławiu…”. Minutę później niemal wjechaliśmy na tablicę z informacją: „Domy w cenie apartamentów. 4 sypialnie i część dzienna.”.

A z Eweliną? W porządkowaniu mojego życia, umysłu i emocji doszłam do ściany. Dużo już zrobiłam, ale znalazłam się w miejscu, w którym wiedziałam co jeszcze muszę zrobić, ale nie miałam pojęcia jak. Nagle sporo osób z mojego otoczenia zaczęło linkować Fryderyka. W końcu tam zajrzałam. Fryderyk ze mną niezbyt rezonuje, ale zanim się wyłączyłam, obejrzałam spotkanie z jego gościem. Ten gość mnie strasznie zirytował. Miesiąc później robiłam u niego (tego gościa, bo to była Ewela!) kurs, który odmienił moje życie.

No takich przykładów to ja mam całą masę! Potrzebujemy letniska i nagle Teść dostaje spadek po swoim ojcu. Mam napisaną książkę i przypadkiem spotykam u koleżanki ze studiów, na którą trafiłam na FB przez jej komentarz u wspólnego kolegi – a obojga nie widziałam od lat, moją dawną profesorkę od polskiego, która w moim życiu pojawi się wyłącznie na chwilę, żeby mnie kopnąć w tyłek i dać namiary na Grzegorza, który mi tę książkę złoży i wyda we współpracy z Piterem. Klikam sobie bezmyślnie w necie i nagle wyświetla mi się długo poszukiwana usługa albo produkt… U mnie to norma!

Skoro zatem norma, to może powinnam odpuścić sobie robienie rzeczy, które mi kompletnie nie idą?

Może upierając się przy nich tracę szansę na zrobienie czegoś, co czeka za rogiem i tupie zniecierpliwione nogą na mój głupi upór?

Wiecznie czekać nie będzie…

© 2020, Jo.. All rights reserved.