BOOO!

Nie bawię się w Halloween. Mimo, że jestem celtycką wiedźmą i wiem, jaka jest geneza Nocy Duchów, kompletnie mnie nie kręci przebieranie się za kościotrupy i danse macabre. No nie. Na dodatek ta globalna masakra na dyniach! Co komu biedna dynia zawiniła??? Ale w tym roku wyszło na to, że mamy Halloween permanentny. I to od dłuższego czasu.

W tym wszystkim trwające od tygodnia protesty, łącznie z wczorajszą gigantyczną manifestacją braku zgody na poczynania obecnych władz, jawią się niczym nikły promyk nadziei. Pozostając przy transcendentnych metaforach: nadziei na nowe życie. Chociaż osobiście to preferowałabym w wymiarze doczesnym.

Dlatego dynię już mamy, ale zrobimy z niej pożywne dania, rozgrzewające w prawie już listopadowy wieczór

(ach te literacko – historyczne skojarzenia…)

i podnoszące na duchu.

A duchy akurat nam sprzyjają. Przecież jestem celtycką wiedźmą – to komu mają sprzyjać, jak nie mnie?

© 2020, Jo.. All rights reserved.