Empatia.

Bladym świtem dotarła do nas wiadomość, że wczoraj wieczorem mój Stryj zmarł na COVID. Nie byłam z nim w bliskich relacjach. Prawdę mówiąc: chyba wyjątkowo mnie nie lubił. Ale odejście kogoś, kto był przez całe twoje życie, jest wstrząsająca. A jeśli jeszcze jest nagłe i w wyniku szerzącej się pandemii – robi piorunujące wrażenie.

Przez głowę przelatują mi różne obrazy, różne sytuacje. Zarówno związane z cholerycznym charakterem Stryja, jak i jego wyjątkową rodzinnością i gościnnością. Przypominają mi się wszystkie spektakle w Teatrze Wielkim, na które dostawałam od niego wejściówki i które miały ogromny wpływ na moje podejście do muzyki i sztuki. Myślę o naszej wzajemnej niechęci, ale też o wspaniałych rodzinnych spotkaniach. O Ciotce. O ich dzieciach i wnukach. Strasznie mi przykro. I ogarnia mnie cholerne przygnębienie i taka totalna niemoc zrobienia czegokolwiek.

„Mama, my mamy Ferdydurke?” – wpada do watykanu BlueBoy.

Waham się między Sintra Cotto a Sintra Paja.” – pisze Piter. A za moment przychodzi z pełnym entuzjazmu: „Słuchaj, a tak za kwadrans zrobilibyśmy te ćwiczenia z włoskiego?„.

Za chwilę pobiją rekord kuzynki, która na wiadomość o śmierci mojej Babci wpadła w panikę, że „Co teraz z naszym wyjazdem do Chianti?” Albo z natarczywym dopytywaniem Faretty między śmiercią a pogrzebem Filozofa o plany bożonarodzeniowe.

A niech ich wszystkich jasna cholera!!!

© 2020, Jo.. All rights reserved.