Quidquid agis…

Mój młodszy syn przechodzi samego siebie. Najpierw ten „nigdy nie będzie mówić ani rozumieć, co się do niego mówi” (chociaż z tym ostatnim, to bym się zastanowiła…) syn, na uwagę, że gada do siebie, odpyskował, że tym razem to nie on i że „sam tu nie mieszka”, a wieczorem…

Dostał dwóję z minusem. Ze sprawdzianu z angielskiego. Po tym, jak od kilku miesięcy ma prywatne lekcje.

No szlag mnie trafił absolutny, bo wielokrotnie mu mówiłam, że po to ma te lekcje, żeby z nich korzystać. Skoro nie przystępuje do matury, to nauczycielowi jest naprawdę wszystko jedno, czym będą się zajmować na zajęciach. I zamiast omawiać opisy odsłuchanych audiobooków – mogą z powodzeniem ćwiczyć czasy czy słownictwo z zakresu najbliższego szkolnego sprawdzianu.

TYLKO ON MUSI WIEDZIEĆ, ŻE JEST TAKA POTRZEBA!!!

Sprawdziany są zapowiadane z miesięcznym wyprzedzeniem. Wystarczy wysłać do pana Rafała wiadomość z tematami i poprosić o pomoc w przygotowaniu. Jemu naprawdę jest dość obojętne co będzie ćwiczyć! Tylko musi wiedzieć, jakie są potrzeby!

Nie, nie wysyłał. Na dodatek wkurzał się siedząc nad kolejnym trudnym tekstem audiobooka, że nie zdąży przygotować się do szkolnego sprawdzianu. Ale co za problem? Przecież może poprawić tę dwóję z minusem (chociaż nie ma pojęcia po jaką cholerę, bo przecież ta dwója zalicza).

Tu Matka wpadła w furię!!!

Nie mógł się nauczyć a teraz może poprawić??? Czyli nawet jeśli dostanie szóstkę (co bynajmniej mu nie grozi), to średnią z tego sprawdzianu będzie mieć w okolicach trói??? Przy tym samym wysiłku!!!

Po cholerę ojciec mu płaci za dodatkowe lekcje??? W sytuacji, kiedy co tydzień mamy finansowe awantury, a ja już nie wiem, jak pospinać domowy budżet! A on nie potrafi skorzystać z podsuniętej pod nos pomocy, mimo że kilka razu mu o tym mówiłam?

A po co mu to, skoro nie przygotowuje się do matury? Ta lepsza ocena z angielskiego?

Ano po to, że życie nie jest egzaminem. I nie wiadomo, co będzie w życiu robić. Ale cokolwiek by to nie było, ważne jest jedno: robić to dobrze. Dobrze odkurzyć i umyć podłogi. Dobrze ugotować zupę. Dobrze posadzić rośliny. Dobrze poukładać pudełka na półkach. Dobrze opisać na blogu ściereczkę do czyszczenia ekranów. Dobrze wysłać zamówione produkty. Nie na dwa z minusem, ale najlepiej, jak się potrafi.

Zapadła cisza. A potem mój syn powiedział:

„A w ogóle to jest twoja wina. Po co zaglądasz do Librusa na moje oceny?”.

© 2020, Jo.. All rights reserved.