Przy kominku.

Co my dzisiaj mamy? Wtorek chyba…

Wczoraj minęło sześć lat od śmierci Mamy Pitera.

Dzisiaj BlueBoy wpadł w czarną rozpacz, bo nie wiadomo co będzie ze studniówką.

Dzwonili z Sanepidu. Przez tydzień kwarantanny nikt się do nas nie odezwał i w sumie nie mieliśmy pojęcia, co robić. Wszyscy siedzimy w domu, czy tylko Jakub? Mamy gdzieś jechać i robić jakieś badania? Możemy spokojnie po zakończeniu obserwacji wysłać go do szkoły? A dzisiaj dzwoni miła pani i pyta, czy potrzebujemy jakieś zaświadczenie do pracy w związku z tym, że siedzieliśmy w domu na kwarantannie… No ja nie wiem…

Zimno. I leje deszcz. Palimy w kominku. Suka zżera nam drewno. Może powinna mieć na imię Kornik? Dobrze, że byliśmy w domu jak z tym drewnem po osiedlu jeździli…

BB od jutra w domu, na nauczaniu zdalnym. Jednak. Również z gitarą. Ja nie mam zdrowia do takich nerwów. Mówcie sobie co chcecie, ale trudno: będzie się uczył z domu. Tak, wiem co to oznacza DLA MNIE. Jakoś przeżyję.

Suka zżera nowe posłanie. Takie podobno dżekoodporne. Ja już nikomu nie wierzę w tej kwestii… Może powinna mieć na imię Koza?

Ładujemy Glutation, D3 i Omegę. Odporność wzmacniamy. Nawet nie chcę myśleć, co będzie, jeśli Kuba złapie wirusa… Bo on jednak ma w tej chwili największy kontakt z ludźmi poza domem.

Nie no, wpadam w jakąś idiotyczną histerię… No i Martini mi się skończyło… Piter mówi, że przy tej pogodzie to raczej grzaniec… Słusznie. Trudno zrobić grzańca z Martini… Trzeba by do Pana Maćka podjechać…

Jezu, ja po prostu zaraz zwariuję…

Niektórzy mają gorzej.

Chodziło mi o zastawę nie do kompletu.

© 2020, Jo.. All rights reserved.