To może ja coś wyjaśnię?

Ostatnio ciągle coś muszę wyjaśniać i nieco jestem tym zmęczona. Dlatego pomyślałam, że tu napiszę wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat i będę odsyłać. Postaram się krótko, chociaż temat jest dość rozległy. Może być?

TEN TEMAT, to Kuba w czasach pandemii, a dokładniej: w obliczu zmian planów.

Dla autysty każda zmiana jest dramatem, powodującym utratę poczucia bezpieczeństwa. I nie ma tu najmniejszego znaczenia, czy ta zmiana jest na lepsze czy na gorsze, nawet jeśli to jest na lepsze z jego punktu widzenia.

Zmiana to zmiana, burzy ustalony porządek i może być zagrożeniem. Gadzi mózg (ten pierwotny, odpowiedzialny za oddychanie i unikanie tygrysa) czuwa, żeby chronić. U autysty czuwa niejako ze wzmocnionymi strażami, nie rozbrajany przez korę przedczołową i trudno jest go ułagodzić. Zwłaszcza, że lubi się zawieszać, jak oprogramowanie komputera z za słabym czymś tam, nie znam się – pamięcią operacyjną?

Trzeba uważnie składać deklaracje i starannie przekazywać informacje. Bo Kuba sprawdza. W Internecie. A potem przychodzi i sprawdza nas pod kątem przeczytanych w Internecie informacji.

I nie możesz mu powiedzieć, że nie wyjeżdżamy, bo są zamknięte granice, bo on w dwie minuty sprawdzi, że nie są. I będzie chryja.

To, że sobie sprawdzi czerwone strefy i nawet skojarzy, że Bukowina Tatrzańska leży w czerwonej (podobnie zresztą jak Mazowsze), absolutnie nie oznacza, że racjonalnie dojdzie do wniosku, że w tej sytuacji wyjazd w góry nie jest najlepszym pomysłem. Dla niego są to dwa oddzielne zagadnienia: epidemia i planowany wyjazd. Jasne? Każde z nich rozumie, ale osobno. One mu się nie łączą w jakikolwiek ciąg przyczynowo-skutkowy.

I jeśli teraz ponownie zrezygnujemy z wyjazdu na weekend w góry, to Kuba nie powie, jak BlueBoy: „O, kur…na, no szlag mnie trafi, ale rozumiem. Chodźmy na wódkę.”.

CZY TO JEST JASNE???

On będzie spadać w głębię rozpaczy i wywoływać awantury, bo awantura jest gruntem pod nogami. Wiadomo jak przebiega, wiadomo co się stanie. Matka się zdenerwuje, ojciec pójdzie do swojego pokoju, brat się będzie ciskać i mamrotać pod nosem, potem matka powie: „Jakub, idź do siebie i jak ci przejdzie to wróć do nas.”. No to pójdzie, włączy sobie Friends’ów, puści mjuzik, pogada do translatora i złapie grunt pod nogami.

Powtórzę:

Zmiana jest zła, bo burzy poczucie względnego bezpieczeństwa i stabilności. Może oznaczać zagrożenie. A zagrożenia się unika za wszelką cenę.

PS.

Od tygodnia mieliśmy być we Włoszech. We Włoszech, do których Kuba – z jedynie sobie znanych (?) powodów, nie chciał jechać.

Przekonaliśmy go, przekupując Disney Store. A nawet trzema. Lodami w Gelandro i Bramante. Pizzą w Dogali.

Pandemia. Lockdown. Zmiana planów.

Sytuacja się uspokoiła. Pomyśleliśmy, że może we wrześniu uda się jednak pojechać. Ten Disney. Nasza 20 rocznica ślubu. I lody jak wyżej.

Pod koniec sierpnia wskaźniki oszalały i znowu trzeba było odwołać wyjazd.

Moja siostra się popisała gigantycznym fochem, a Kuba dostał szału. I ja już to wiem, że on nigdy więcej nie zgodzi się tam pojechać.

Przez cały ten rok siedzimy na beczce z prochem, bo Kuba co chwilę czepia się tematu i jeździ nim od rana do nocy. Każdy posiłek zaczynał się przez wiele tygodni tekstem o wyjeździe, epidemii i odwołanej lub nie komunii. Rzygaliśmy tym wszyscy, a on piłował. I piłuje nadal. I żadne pieprzone czerwone mapki, wykresy zgonów, ani oficjalne informacje odnośnie pandemii nie mają ab-so-lut-nie żadnego wpływu na sytuację.

Wakacje. Zero jakiegokolwiek wyjazdu. I nie wiadomo, kiedy jakiś będzie możliwy. Jakikolwiek. Dokądkolwiek. Najlepiej z podaniem NATYCHMIAST konkretnej daty.

Koniec tematu.

© 2020, Jo.. All rights reserved.