Suknia ślubna.

W związku z rozwinięciem w dwóch innych miejscach wątku mojej ślubnej sukienki oświadczam, że:

Tak. Sukienkę kupiłam przy okazji wypadu po artykuły spożywcze, w jakimś butiku w pasażu w Auchan.

Po prostu przechodząc obok pomyślałam, że chyba nie powinnam iść do ślubu w dresie (którego przecież nie miałam) i że może tu coś znajdę. Całe szukanie sukni ślubnej trwało z dziesięć minut łącznie z przymiarką. Nie jestem pewna, ale chyba pobiłam jakiś rekord.

Ponieważ zdani byliśmy na własne możliwości, dość ograniczone w tamtym czasie, postanowiliśmy przynajmniej znaleźć odpowiednie miejsce do podpisania cyrografu, certyfikatu, kontraktu, no aktu małżeństwa, czy jak to się tam nazywa. A że akurat w jednym miejscu nie obowiązywała rejonizacja (ciekawe, czy młodzież jeszcze pamięta, że kiedyś nie można było wziąć sobie ślubu ot tak, gdzie nam się podoba…), to sobie wybraliśmy to miejsce. Ja byłam zameldowana w Łodzi, Piter w Świdniku i nijak nam ta Warszawa, w której mieszkaliśmy, w papierach nie wychodziła.

Tak się złożyło, że tym nierejonizowanym miejscem był Pałac Ślubów na Placu Zamkowym w Warszawie.

Sami rozumiecie, że dres nie wchodził w grę…

No to zasponsorowaną przez Madre na wspomnianą okoliczność sukienkę kupiłam w butiku koło Auchan.

Sukienka była w pięknym, gołębim kolorze, co stanowiło zdecydowany kontrast znaczeniowy (oj no, że „łagodna gołębica”) z zaręczynowym pierścionkiem z granatem. A jeszcze do kompletu doszło Berło Władzy… Sami widzicie, że mój ślub był dość interesujący w warstwie archetypów i symboli.

Berłem Władzy nazwał mój ślubny bukiet młodszy bratanek Pitera, czym sobie zapewnił moją dozgonną wdzięczność, bo jak ostatnie 20 lat pokazało, była to nie luźna uwaga, ale przepowiednia. Dodam jedynie, że kwiaty zamówiła Madre u znajomej florystki i były wielką niespodzianką dla wszystkich. Nie, że ja sobie te insygnia zażyczyłam! Jakbym sobie wymyślała insygnia, to chyba jednak wybrałabym koronę!

Ponieważ nie mieliśmy fotografa, nie mamy również żadnych oficjalnych ślubnych zdjęć i muszę wrzucić tu ponownie jedyne, jakim dysponuję, trzaśnięte przez kogoś z gości idiotenkamerą. No sorry… Tak właśnie było…

© 2020, Jo.. All rights reserved.