Wigilia

Mamy dziś wigilię. Jutro mija dwadzieścia lat od naszego ślubu, więc w sumie dziś też jest coś jakby przed-świątecznie. Tylko bez choinki i prezentów. Tego drugiego akurat szkoda, ale nie mamy kompletnie żadnego pomysłu, co byśmy mogli sobie sprezentować.

W ogóle jak myślałam o tej dwudziestej rocznicy, to widziałam ją zupełnie inaczej…

Opcji było wiele. No bo to taka rocznica, że coś by wypadało zrobić. Choćby dlatego, że ma się odpowiednio ważny pretekst. Bo przecież te dwie dychy są wystarczającym pretekstem! Wiecie ile małżeństw z jednym autystycznym dzieckiem nie wytrzymuje próby czasu?!?! A my i z dwoma, i bez żadnej pomocy rodziny, i z własnymi niełatwymi charakterami… No na rekord poszliśmy, proszę państwa!

Chcieliśmy zrobić imprezę w miejscu, gdzie Pomez miał wesele. Może i byśmy zrobili, tylko kto by na nią przyszedł? Kilka osób z rodziny? Bo przecież my nie utrzymujemy od lat żadnych relacji towarzysko-przyjacielskich… Chyba, że przez Internet, no ale trudno raczej robić imprezę przez Internet… Chociaż w obecnej pandemicznej rzeczywistości, to kto wie?

Następnym pomysłem był rocznicowy obiad w jakiejś restauracji. Rozwaliła nam go epidemia, bo żadne z nas nie jest jakoś szczególnie wyrywne do chodzenia teraz po knajpach.

Robienia imprezy w domu odmówiłam stanowczo i zdecydowanie. Wystarczy mi to, że po własnym ślubie podawałam części gości w wynajmowanym mieszkaniu obiad, bo Tatui swoją część rodziny zaprosił na garden party… No tak jakoś bez nas.

Nie mieliśmy na nic pieniędzy i właściwie wszystko się odbyło na totalnie wariackich papierach, no ale to garden party z okazji ślubu córki bez jej udziału, to było coś, czego nie udało się potem nikomu pobić.

Ostatnim rocznicowym pomysłem był wyjazd do Włoch, na przełożoną z maja komunię Eve. W poprzednich latach świętowaliśmy 30go września u Ederle i powiem szczerze, że to miejsce idealnie się nadaje do świętowania. Tym razem mieliśmy jechać prosto do Trany, więc w grę wchodziło Dogali i ewentualnie wycieczka do Casa Martini (chyba nikomu nie muszę wyjaśniać WHY). Miało być relaksowo i wystrzałowo, ale wystrzelił głównie COVID.

Na dodatek nie dość, że zdecydowaliśmy się zrezygnować z wyjazdu, to dostaliśmy bonusy. W postaci focha Key oraz darcia szat przez Jakuba. Key pominę, bo wyczerpała doszczętnie moją cierpliwość. O Jakubie w obliczu zmiany planów pisałam nie raz, więc też raczej sobie odpuszczę kolejny.

A kartki z kalendarza spadają każdego dnia, niczym liście na drzewach za oknem…

No i tak sobie z mężem mym siedzę, i myślę, i nic mądrego nie przychodzi mi do głowy.

– Słuchaj, a może po prostu zrobimy sobie na to dwudziestolecie dom na wsi, co? Taki mały… Wiesz… Domek Ogrodnika…
– No… I pizzę. Bo skoro nigdzie nie idziemy, to chociaż zjedzmy coś dobrego…

Zatem dwudziestolecie małżeństwa będziemy świętować planami działkowej altanki nad domową pizzą.

Bardzo w stylu Rutyny Chaosu…

© 2020, Jo.. All rights reserved.