Spacer z psem

Muszę się wam pochwalić wielkim osiągnięciem.

Nie… Nie dostałam prestiżowej nagrody… Nie wygrałam w loterii kilku baniek, niezbędnych do realizacji marzeń… Ani nawet nie umyłam greenwayowymi ściereczkami wszystkich okien w domu.

Po prostu od tygodnia codziennie wychodzę z psem na spacer.

Przykro mi, jeśli kogoś rozczarowałam.

Ale spójrzmy na to z innej strony:

Mam totalny spadek formy. Ledwo się podnoszę rano z łóżka. Zrobienie czegokolwiek mnie przerasta. Dom się wali, prasowanie przypomina taką śnieżną czapę, co zaraz się oderwie lawiną od wzgórza, Piter zawala po kolei różne ważne rzeczy, bo ja kompletnie nie trzymam grafiku. Ogarnia mnie gigantyczna mgłą mózgowa, przy której Dementorzy to są kurna różowe jednorożce brykające na łące waty cukrowej. Mój pokój coraz bardziej przypomina kadr z którejś z tych gier, gdzie trzeba w totalnym burdelu znaleźć różne przedmioty. Po angielsku.

I ja w tym wszystkim, proszę państwa, od tygodnia wychodzę z psem na spacer. Codziennie.

Poproszę o brawa, fanfary i kieliszek dobrze schłodzonego Martini Prosecco.

© 2020, Jo.. All rights reserved.