Przepis na zawał

No więc TERAZ, to już z pewnością dostanę jakiegoś zawału… Za nudno było, cholera…

Wprawdzie raz zapomnieli odebrać Jakuba ze szkoły, a dwa dni potem wracali z nim chyba przez Suwałki, bo dwie godziny (i tylko cud sprawił, że Kuba – wściekle głodny i zmęczony – zachował relatywną pogodę ducha i nie zdemolował niczego ani podczas jazdy, ani potem w domu), ale generalnie nuda, że nie wiem.

Zatem moi synowie, A WŁAŚCIWIE BlueBoy, wymyślili dla matki atrakcję.

Otóż umówili się z Panią Małgosią.

To, że się umówili, nie jest jakąś nowością. Znają się „od zawsze”, co oznacza, że od siedemnastu lat (Jezu, sama w to nie wierzę), a odkąd nie bardzo już mieli co robić na zajęciach reedukacyjnych – przenieśli spotkania na grunt towarzyski. Raz kino, innym razem lody, albo gra w planszówki.

Ja się bardzo cieszę, bo obaj mają mało znajomych spoza rodziny i chociaż Pani Małgosia to też już jakby rodzina (a w przypadku niektórych krewnych to nawet bardziej), zwłaszcza że chłopaki wychodzą na nie sami, bez nas – co wszystkim dobrze robi. Nie tylko w ramach usamodzielniania, również psychicznie.

No i teraz wymyślili sobie – BB i Pani Małgosia – że się spotkają w parku powsińskim z rowerami, a potem pójdą na pizzę. I nie byłoby w tym może nic dziwnego, tyle że… oni SAMI nigdy do tego parku nie jechali.

BB twierdzi, że drogę zna. Bo przecież jeździli z Michałem.

Tak w ramach przypomnienia: Michał to ich brat stryjeczny, który jest zapalonym cyklistą i odkąd mieszka w Warszawie czasami zabiera chłopaków na rower. Tak, ten sam, u którego gościliśmy w Budapeszcie, o czym można przeczytać na Voyager: Budapeszt

Ale nigdy nie jechali tam sami!!! I tu moja wyobraźnia dostaje pełnego galopu, bo widziałam niejedną sytuację oraz moich synów w akcji.

Lista rzeczy, które mogą się wydarzyć jest długa, ale najwyraźniejszy na niej punkt brzmi:

Kuba się zdenerwuje,
bo to coś nowego, że tam jadą SAMI,
a BB mu po chamsku zripostuje
i będzie horror.

I nie mówcie mi, że histeryzuję i przesadzam, bo opisywałam kiedyś ich bójkę w głównej alejce Auchan, kiedy poszli po nutellę, a jej nie było. Że fartem Piter wyjrzał z wód idąc po sery i zauważył zanim zrobiła to ochrona. Oraz jak galopem na siłę wyprowadzaliśmy obu poza halę, żeby ochłonęli, zanim ktoś wezwie policję. Kto czytał, może sobie jakieś strzępy tego horroru przypomni.

A tym razem Piter nie będzie mógł po nich podjechać, bo po Lesie Kabackim nie można jeździć samochodem, a poza tym nie zapakuje do tego małego auta roweru!

Mówiłam, że trzeba kupić Grand Voyagera…

I na dodatek

SKOŃCZYŁO MI SIĘ MARTINI!!!

© 2020, Jo.. All rights reserved.