Termos

Moi synowie są koszmarnie rozpuszczeni kulinarnie. Koszmarnie, mówię wam. Oczywiście wszystko przez autyzm i zaburzenia integracji sensorycznej, chociaż niewiele to zmienia tak na co dzień.

SPOKOJNIE!!!
Nie będę ZNOWU opowiadać o gotowaniu trzech różnych obiadów i sześciu kolacji! Nie tym razem!
MOŻNA ODDYCHAĆ!!!

Jestem przyzwyczajona do niejedzenia szkolnych obiadów przez BlueBoya, który przez dwanaście lat albo jeździł z obiadem w termosie, albo wracał na obiad do domu, ale termos dla Jakuba… No to jest, proszę państwa, zupełna nowość!

Bo Jakub dotychczas odmawiał ( z epizodycznymi wyjątkami) zabierania obiadu w termosie. Jednak kiedy nowe przepisy, nakazujące pandemiczne pakowanie obiadów w oddzielne dla każdego ucznia styropianowe pudełka, spowodowały wzrost ceny za obiad do kilkunastu złotych, zaczęliśmy się zastanawiać…

Za kilkanaście złotych, to ja zrobię obiad dla obu paniczów. Na dodatek taki, o którym wiem, że go lubią i na pewno zjedzą. Nie ukrywam, że myśl o styropianowej górze śmieci również zadziałała mobilizująco…

Ponieważ na razie szkolne obiady nie ruszyły, Kuba wozi tymczasowo dania w termosie. Zapytaliśmy jego wychowawczynię, jak się ta opcja sprawdza. No i okazało się, że doskonale! Żadnych problemów z kolejkami w stołówce, tłokiem, irytującym zachowaniem innych uczniów (a diabli wiedzą, co teoretycznie może Kubę zirytować…). Same PLUSy!

Trzeba tylko kupić mu porządny termos…

I tu właściwie nasza opowieść dopiero się zaczyna 😀 Bo znalezienie odpowiedniego termosu wcale nie jest takie łatwe!

Przećwiczyliśmy kilka, zanim znaleźliśmy blisko półlitrowy, szczelny i dobrze trzymający ciepło. BB mówi, że czasami za dobrze, bo zupa bywa zbyt gorąca 😀

Jest tylko jeden problem… Tych termosów nie ma już w sprzedaży. Przynajmniej w sklepie, w którym kupowaliśmy BlueBoyowy…

Teoretycznie można by szukać innego… Przekopać się przez opinie w Internecie… Zaryzykować, że może akurat ten jakiś inny będzie OK. Ale mamy do czynienia z Jakubem, który jak raz się zrazi, to po jabłkach. Nie będzie drugiej szansy.

Co w tej sytuacji robi RDDzA?

No przecież: Rodzic Dorosłego Dziecka z Autyzmem…

Czy ja nie za dużo siedzę w Internecie?

Idzie szukać na eBayu. Albo innym Amazonie. Najprawdopodobniej brytyjskim, bo tam Piter ma konto, ale też zdarzył się amerykański – bo tylko tam mieli takie czadowe czerwono-granatowe śniadaniówki w gwiazdki.

Czy ja kiedykolwiek mówiłam, że jestem NORMALNA???

Och, wiem, że wiele osób puknie się teraz w czoło, zastanawiając, dlaczego to niby jakieś halo. To odpowiem: bo ja jestem, proszę państwa, analogowa. Większość życia spędziłam w poprzednim stuleciu, w którym nie sprowadzało się termosów z Anglii, ani lunchbagów (jakich znowu cholera lunchbagów???) z Ameryki. Z Ameryki, to Ciocia Iza przysyłała czasem po dwa dolce na łeb i wszyscy się cieszyli jak głupi! Obiady jadło się w szkolnej stołówce, a kanapki pakowało w papier. No i nie zapominajmy o nieśmiertelnym jabłku, którego nigdy nie udało się zjeść na przerwie i potem śmierdziało w tornistrze ze skaju.

Dlatego ta cała rzeczywistość, którą tu opisuję, budzi moje bezgraniczne zdziwienie… No i tym zdziwieniem się nieco z wami dzielę… Może ktoś zrozumie?

To jest nasz zestaw szkolny dla BlueBoya. Przećwiczony, przetestowany, działający.

Mamy tu torbę termiczną, w której mieści się pudełko z kanapkami lub przekąskami i batonik , sztućce (jednak to jest mój syn… kiedyś opowiem wam o sztućcach…), serwetka (opowiadałam?), termos z obiadem i jakiś sok w niedużej butelce.

Jest też bidon na wodę, czasami zastępowany wodą w butelce. Nie pakujemy go do torby, bo się nie mieści. Podróżuje w kieszeni plecaka.

Widać tu jeszcze miseczkę do mikrofalówki. Ta miseczka jest bardzo ważna, bo pozwala na przygotowanie poprzedniego dnia obiadu i szybkie odgrzanie go rano, kiedy każda minuta jest zbyt krótka. Ponieważ ja bardzo różnie sypiam, obiady odgrzewa i przekłada do termosów Piter, więc przynajmniej tak mogę mu usprawnić poranne działanie.

No to teraz musimy tylko skompletować drugi taki zestaw…

PS.
Więcej opowieści o obiadach, szkołach i termosach znajdziesz w książce

Rutyna Chaosu,
czyli jak wygląda życie rodziny z autystycznymi dziećmi
(ale tak naprawdę)

Jeśli ją kiedyś wreszcie skończę pisać…

© 2020, Jo.. All rights reserved.