W poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi

Całkowitym przypadkiem w rocznicę śmierci Anny German skończyłam czytać wydaną przez Muzeum Pałacu w Wilanowie pracę Wojciecha Marchlewskiego o Mennonitach. Bardzo wnikliwie analizującą ich polską codzienność. I oprócz nieuchronnej refleksji, że los bywa przewrotny, skoro piosenkarką została potomkini mennonickich rodów, nasunęła mi się druga – odnosząca się do religii…

Mocno upraszczając mogłabym powiedzieć, że brak religii znacznie ułatwiłby życie wielu ludziom. I to wcale nie z powodu braku norm społeczno – obyczajowych. Bo te normy zawsze są tworzone, aby społeczność w ogóle mogła funkcjonować. Raczej mam na myśli nierozerwalnie związane z religiami wojny – głównie o to, która religia jest lepsza i czyj Bóg prawdziwszy oraz system kontroli jednostki, dla którego w zasadzie wszystkie systemy religijne zostały stworzone. W przypadku szukających swojego miejsca na ziemi Mennonitów (będących przecież tylko reprezentatywnym przykładem wielu innych wędrówek ludów), bardzo wyraźnie widzimy tę ingerencję władzy w życie podległych jej ludzi.

Przecież jeszcze przed wojną trzeba było określić swoją przynależność do kościoła! My to znamy z filmów, ale dla naszych dziadków urzędowe Imię, Nazwisko, Wyznanie było czymś oczywistym! I nie miało żadnego znaczenia, czy człowiek utożsamia się z jakąś religijną ideologią – musiał należeć do jakiejś parafii! I to z wyznaczonej, istniejącej na danym terenie puli.

Strach mnie przeszywa, kiedy czytam aktualne niusy prasowe. I trzymam się kurczowo myśli, że dzisiaj ludzie nie pozwolą się wtłoczyć w te schematy. A potem czytam kolejne niusy i już nie mam tej pewności.

I tak sobie myślę, ile mądrości jest w słowach Violet:

© 2020, Jo.. All rights reserved.