Koniec Ostatnich Wakacji

Ostatni raz wrzucam zdjęcie napisu zrobionego przez Kubę na łazienkowym lustrze… Bynajmniej nie dlatego, że wszystkim się już znudziło…

No… Gniecie mnie w dołku…

Ale cóż, takie jest życie. Na razie ciężko mi z powodu końca tych Ostatnich Wakacji, ale przecież życie nie zna próżni, więc pewnie coś wymyślę… A chłopaki będą zębami zgrzytać, że matka nie da im spokojnie porosnąć mchem. Czy tam innym kurzem.

Póki co mamy koniec wakacji i długo wyczekiwany powrót do szkoły. Akurat z powrotem do szkoły nigdy nie mieliśmy problemu, bo obaj moi synowie szkołę lubią i chętnie do niej chodzą. Na ogół, bo przecież zdarzały się różne sytuacje. A teraz dodatkowo wszyscy mamy dosyć siedzenia od tylu miesięcy w domu, więc powrót do szkoły zdaje się być namiastką powrotu do normalności, chociaż cień pandemii nieco nam tę przyjemność burzy.

Wakacje były okropne. Po pierwsze dlatego, że właściwie nie wiadomo kiedy się zaczęły. A po drugie: bo bardzo nietypowo (jak na nas) siedzieliśmy cały czas w domu. Nie wiem, co było bardziej męczące: to siedzenie, czy nieustanne Kuby pytania. O epidemię. O wyjazd na wakacje. O szkołę.

Przeżyliśmy. Dodatkowo wyciągnęliśmy wnioski. Zarówno z ograniczającej możliwości epidemii, jak i zbytniemu dopasowywaniu się do cudzych planów. I dlatego myślę, że nie był to mimo wszystko czas stracony. Trudny – owszem. Ale nie stracony.

Jutro rusza szkoła. Nie wiemy, na jak długo, ale na razie Kuba szykuje się w doskonałym humorze, BB nieco nieufnie – bo nie wie, czego będą od niego chcieli w tej maturalnej klasie. Transport dzwonił. Wychowawczyni dzwoniła. Nawet odezwała się wicedyrektorka… Wszyscy w bloczkach startowych wobec nowych wyzwań.

A ja ten ostatni rok zamierzam celebrować. Bez względu na to, co się będzie działo.

© 2020, Jo.. All rights reserved.