Kinder-Surprise

Czasami fejsbukowe wspomnienia wbijają mnie w ziemię.

Na przykład to:

Dziecko mi poszło z domu z wolontariuszem. Pierwszy raz w życiu. Siedzę o suchym pysku, bo martini wczoraj wyszło, i powtarzam: Dasz radę. Dasz radę. Dasz radę.

No cholera dam. Chyba. Tylko niech już wróci!

Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że cztery lata później BlueBoy będzie sam jeździć rowerem po Warszawie, chodzić po zakupy, umawiać się z koleżankami w centrum miasta, wybierać się do kina – również na nocne seanse, czy uczyć się w liceum (!!!), do którego trzeba pojechać dwoma autobusami, to bym umarła ze śmiechu.

Nigdy się nie poddawaj.

NIGDY!!!

© 2020, Jo.. All rights reserved.