Ferragosto

Każdy Druid ogromnie byłby wzburzony nazwaniem tego dnia „środkiem lata”. Bo jak wszyscy wiedzą, dla Druida środek lata to Midsummer, czyli nasze świętejanki.

Trudno też powiedzieć, że mamy środek wakacji, bo wakacje zmierzają nieubłaganie ku końcowi od dobrych dwóch tygodni (chociaż za cholerę nie wiem, jak to liczyć w tym roku…).

Jak zwał, tak zwał: Włosi świętują szczyt urlopowego sezonu i szczerze im tego zazdroszczę. Zwłaszcza jeśli w komplecie jest morze, plaża i frutti di mare.

Zresztą nie di mare również. Nigdzie nie jadłam takich melonów i arbuzów jak w Schiapparo, gdzie właśnie przebywa Key.

Key chyba w słabszej formie niż rok temu, kiedy to przysyłała mi nieustannie zdjęcia z plaży. Teraz ogranicza się jedynie do nagrywania wiadomości głosowych na WhatsAppie, zagłuszanych przypadkowym szumem wiatru i fal. I ja tego nawet nie będę komentować, bo swoje wiem.

Brak morza odczuwam wyjątkowo boleśnie. Rzadko się zdarza, że nie jedziemy nad jakieś choćby na tydzień. Bo w naszym przypadku morze to must be roku, coś jak Gwiazdka czy inne Święto Dyni. Ze względu na moje nerwy oraz sensorykę paniczów. Zwłaszcza w tym roku, tak idiotycznie nieharmonogramowym, burzącym wszelkie schematy i autystyczne szablony, bardzo by się przydało. No ale nie dało rady, więc zazdroszczę i skrywam głęboko w sercu rezygnację. Taką życiową.

I właściwie okazuje się, że nie mam żadnego niskobudżetowego pomysłu na idealny, wymarzony urlop. Może to i lepiej, bo wiadomo jak wygląda urlop w moim przypadku. Tak samo jak w domu, tylko scenografia inna. To może lepiej w ogóle sobie odpuścić takie dyrdymały. Dawniej ludzie nie mieli urlopów i też żyli.

© 2020, Jo.. All rights reserved.