Gwóźdź (poniekąd) do nietrumny

Podobno każdy ma problemy na swoją miarę.

No trochę to głupie, ale czytałam o takiej teorii. Tylko potem się nieco pogubiłam i ostatecznie nie jestem do końca pewna, czy dostaje się tylko takie problemy, którym da się radę, czy jak się nie daje rady, to nie jest to mój problem.

No pogubiłam się, cóż poradzić…

Zatem OBECNIE moim największym problemem jest podlanie nieogródka. Bynajmniej nie z powodu braku wody, czy coś tam, tylko ze względu na te latające ścierwa.

Które usiłują zeżreć mnie żywcem.

No i teraz będzie garść zdumiewających odkryć i filozoficznych refleksji.

Otóż tutejsze komary chyba nie wiedzą, że je odstrasza tymianek, kocimiętka, goździki i lawenda. Bo na przykład wczoraj w popłochu porzuciłam cięcie właśnie lawendy, żeby nie musieć wydmuchiwać z nosa kolejnego komara. Obok rośnie tymianek i goździki… Kocimiętka w drugim końcu ogr nieogródka, ale tam też jest impreza.

Moi panowie zakupili spray. No bo skoro z powodu pasieki nie można opryskać przyrody, trzeba psikać na siebie.

Nie działa.

Znaczy nie, źle mówię: działa! Tyle, że nie na komary.

Patrz: Jo i jej śmiertelne alergie.

No. Mnie nokautuje skutecznie, śmierdzę tym szuwaksem nawet po zdarciu sobie skóry pod prysznicem, a komary jak żarły tak żrą.

I tak sobie pomyślałam (bo niby komu miałam pomyśleć?), że skoro największym moim obecnym problemem są chmary komarów, to chyba nie jest tak najgorzej…

Nie, no spoko – odłóżcie voo doo, przyda się w innym momencie!

Ja tu ostatnio naprawdę żyję w wielkim urozmaiceniu, bo panowie dają taki czad, że znowu w nocy zastanawiam się nad wzywaniem karetki, a ten dramat fotograficzny był po prostu gwoździem do trumny, a nie jedynym problemem, rozdmuchanym z bezgranicznych nudów.

Ale skoro za największy problem uznałam komary, to chyba jeszcze poczekam z kładzeniem się do tej trumny…

Tak że ten… wiecie…

Obawiam się, że

alla prossima volta!

Tak, nadal chodzimy na lekcje! Aż się sama dziwię…

© 2020, Jo.. All rights reserved.