Książka kucharska

Jeśli myśleliście, że wiecie, co to jest FOCH, to niczego nie wiecie.

Zaraz zobaczycie, co to znaczy prawdziwy, wielki, profesjonalny FOCH.

Otóż, proszę szanownego państwa, zawieszam działalność. Do odwołania. Od zaraz.

Jak wiecie – jednym z moich marzeń było wydanie własnej książki kucharskiej. W kameralnym, butikowym nakładzie. Żeby mieć dla siebie i na prezenty gwiazdkowe dla rodziny czy znajomych.

Latami dopracowywałam koncepcje. Porzucałam jedne – tworzyłam nowe. Wreszcie znalazłam klucz i doszlifowałam długofalowy pomysł.

Ostatnie tygodnie spędziłam nad porządkowaniem i poprawianiem przepisów. I dzisiaj, tak z głupia frant, wrzuciłam zawartość do znalezionego on-line programu do własnoręcznego tworzenia swojej osobistej książki kucharskiej.

A potem do drugiego.

Przy trzecim zadrżała mi rączka.

A potem kompletnie się rozsypałam…

Żadnego zdjęcia nie można wykorzystać w żadnym programie.

W żadnym szablonie.

Maksymalna wielkość akceptowalnego obrazka nie przekracza wielkości znaczka pocztowego.

No, może małego pudełka zapałek.

Po prostu zdjęcia robione smartfonem mają za małą rozdzielczość. I nawet jeśli wyglądają w miarę OK na blogu, to już nie da się ich użyć do zrobienia normalnej książki.

Cała moja praca z wielu miesięcy poszła… no wiecie gdzie i co.

Nie, nie jestem w stanie zrobić porządnych zdjęć. Od lat powtarzam, że jestem fotograficznym beztalenciem. Jak również od lat proszę mojego niezwykle fotograficznego męża, żeby zechciał poświęcić odrobinę czasu na zgłębienie tematu.

No niestety, nie da się. Wszystko inne – owszem. Dzieci, psy, kwitnące kasztany, moja siostra w dziesięciu wersjach, mewy nad kutrem rybackim, panorama Tatr z Głodówki, lawendowe pole w Prowansji, maki pod Monte Cassi na polu w Wygnanowie… Wszystko, tylko nie sałatka z pomidorów albo pieczony indyk. Najwyraźniej jego talent kończy się tam, gdzie się zaczynają moje potrzeby. Bywa.

Podobno każda porażka wydarza się po coś. W sensie: żebyśmy się czegoś nauczyli.

Zatem pójdę szukać tego sensu.

Na wszelki wypadek ze świeżo otwartą butelką MP.

Bo jakoś wątpię, abym znalazła jakiś sensowny powód.

© 2020, Jo.. All rights reserved.