Ostatnie wakacje

Zaczęliśmy Ostatnie Wakacje. Chociaż niektórzy mówią, że przed-ostatnie, bo ostatnie są po zakończeniu edukacji. W każdym razie zbliżamy się do końca i dla mnie właśnie TE wakacje są ostatnimi.

Po dziwnym roku szkolnym, czekają nas dziwne, pandemiczne wakacje. Siedzimy w domu. Może wyskoczymy zobaczyć jak się ma pole chwastów na Ziemi Przodków, albo wpadniemy na chwilę do Łodzi, ale generalnie siedzimy w domu i bardzo żałujemy, że nie mamy własnego letniska.

No chyba nie myśleliście, że nie wspomnę?

Będzie ciężko, bo panicze przywykli do wyjazdów. Nad morze. Zresztą to morze i mnie jest bardzo potrzebne, bo doskonale koi nerwy, a te mam nico zszargane.

Nie tylko przez tę upiornie terkoczącą maszynę na budowie obwodnicy.

Pracuję właśnie nad rozdziałem o wakacjach, więc nie będę samej siebie cytować, ale sporo było tych wyjazdów przez ostatnie dwadzieścia lat. A teraz Ostatnie Wakacje i siedzimy w domu… Przykre.

Key: Słuchaj, komunia jest 4 października. Może przylecisz z Madre?

Czyli jednak nie ma opcji, żeby dotarło, że ja nie latam?

Jo: Piter, komunia Eve jest 4 października. Key pyta, czy polecę z Madre 🙁

Piter: A może byśmy wszyscy pojechali, co?

Jo: A może byśmy wszyscy przyjechali, co?
Key: SIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII

No to teraz musimy tylko zawiesić jedną ratę za dom, trzymać kciuki, żeby epidemia wyhamowała do końca października (albo chociaż połowy), przestać (natychmiast!!!) wydawać pieniądze, których i tak nie mamy, liczyć na to, że PiS nie wprowadzi stanu wyjątkowego…

ORAZ

… przekonać Jakuba, żeby chciał pojechać do Trany…

© 2020, Jo.. All rights reserved.